Studenci bawią się...Jak było na Juwenaliach 2016 w Poznaniu?

Studenci bawią się...Jak było na Juwenaliach 2016 w Poznaniu?

Kategoria: Festiwal

Autor: Tekst: Marzena Bloch, Małgorzata Śmigielska; zdjęcia: Marzena Bloch, Jakub Marciniak

Data publikacji: 2016-06-16

A a

Można powiedzieć, że festiwal muzyczny Juwenalia na stałe wpisał się w kalendarz wiosennych imprez studenckich. Trudno wyobrazić sobie, żeby miało zabraknąć tej dużej imprezy plenerowej, która co roku przyciąga tłumy żaków poznańskich uczelni i nie tylko. Nie inaczej mogło być tym razem. 

     Juwenalia w tym roku odbyły się nieco później niż w ubiegłych latach, bo dopiero między 9, a 12 czerwca. Do tej pory organizatorzy przyzwyczaili nas do majowych terminów imprezy, jednak decyzja o zorganizowaniu koncertów później można rzec była strzałem w dziesiątkę. Pogoda dopisała we wszystkie dni, tak samo jak i publiczność. Poznańscy studenci pokazali, że wciąż lubią chodzić na imprezy plenerowe i bawić przy dobrej muzyce. Tej ponownie nie zabrakło!

         W tym roku impreza odbywała się na Łęgach Dębińskich. Wybór takiego terenu był początkowo krytykowany, zastanawiano się czy tak wiele osób zmieści się w stosunkowo niedużym parku Jana Pawła II. Porównując oczywiście z ogromnym terenem pod stadionem INEA, gdzie juwenalia odbywały się w tamtym roku. Koniec końców organizatorzy wiedzieli co robili – dookoła zieleń, utwardzone podłoże, a przede wszystkim bliskość centrum zdały egzamin rewelacyjnie.

         W tym roku organizatorzy postarali się o artystów ze szczytu polskiego rynku muzycznego. W ciągu czterech dni na juwenaliowej scenie pojawili się m.in. Mrozu, Mela Koteluk, Cooperate Orchestra, Happysad czy formacja Kult. Ci ostatni wyczekiwani byli od dawna, zarówno przez fanów starszego pokolenia, jak i młodych miłośników twórczości Kazika i spółki. Warto nadmienić, że Kult gościł na Juwenaliach dwa lata temu, więc od tamtego czasu słuchacze zdążyli zatęsknić za legendarną grupą.

Święto studentów w Poznaniu rozpoczęło się 9 czerwca występem poznańskiego zespołu Mitochondrium. Nazwa zespołu odnosząca się do centrum energetycznego komórki nie jest przypadkowa, ponieważ utwory grupy są żywiołowe oraz dynamiczne, są mieszanką jazzu, rocka i funky. Wokalistka Aleksandra Juckiewicz wykonała z zespołem ich własne kompozycje oraz covery Andrzeja Zauchy i Kayah.

Drugim zespołem czwartkowych koncertów była grupa Mademoiselle Carmel z charyzmatyczną Kariną Olejniczak, która swoim niebanalnym głosem przyciągnęła publiczność pod scenę. Grupa wykonała własne utwory m.in. „Zostań na śniadanie” czy „Happy”. Madmoiselle Carmel to zespół, który wykonuje muzykę czerpiącą garściami z afrykańskich korzeni wokalistki. Jest ona utrzymana w klimatach reggae, w których artystka czuje się jak ryba w wodzie. Ekipa na dobre rozruszała studentów przybyłych na koncert. Jamajskie klimaty sprawiły, że publiczność tłumnie nadciągała pod scenę. Duża w tym zasługa wokalistki, która swoim urokiem osobistym oraz wspaniałym głosem potrafiła nawiązać kontakt z publicznością.

 Najważniejszym artystą tego wieczoru był znany muzyk, kompozytor i producent - Mrozu, którego twórczość można nazwać mieszanką pop i R&B. Jak na gwiazdę wieczoru przystało zgromadził on największą publiczność pod sceną. Wykonał swoje największe hity, które wspólnie z nim śpiewała widownia. Nie zabrakło takich piosenek jak „Nic do stracenia” „Rollercoaster” czy „1000 metrów nad ziemią”. Mrozu przekazał wszystkim niesamowitą dawkę energii. Koncert artysty spowodował przypływ pozytywnych emocji wśród wytrwałych słuchaczy, którzy czekali na jego występ. Na koniec nie mogło zabraknąć wielkiego hitu artysty od którego zaczęła się jego kariera. Mowa o utworze „Miliony monet” o który skandując dopominali się fani Mroza.

Początek piątkowych koncertów to prawdziwa uczta dla kinomanów. Swoją obecnością święto studentów zaszczyciła CoOperate Orchestra. Jest to formacja, którą założyli i tworzą młodzi muzycy z Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w Poznaniu. Orkiestra gra pod batutą Adama Domurata. Mimo, iż był to pierwszy koncert drugiego dnia festivalu przyciągnął wiele osób nie tylko ze studenckiego środowiska. Nie ma się czemu dziwić… Orkiestra zaprezentowała suity z takich hitów filmowych jak „Gwiezdne wojny”, „Indiana Jones” czy „Władca Pierścieni”.

Następnie na scenie pojawili się muzycy z zespołu Chaotic Pieces. Ich występ był gratką dla miłośników muzyki elektronicznej. Grupa w swoich utworach miesza takie style jak triphop, jazz, rock… Był to na pewno występ intrygujący za sprawą enigmatycznego głosu wokalistki Joanny Fostiak, który słuchaczom kojarzył się z głosem Björk oraz Florence Welsch.

Po dwóch wspaniałych występach przyszła kolej na gwiazdę piątkowego wieczoru Melę Koteluk, której przedstawiać nie trzeba. Jest to gwiazda, która szturmem podbiła polski rynek muzyczny dlatego jej występ przyciągnął masę fanów jak i osoby, które bliżej chciały zapoznać się z jej twórczością. Mela Koteluk wykonała takie utwory jak „Spadochron”, „Melodia ulotna”, „Żurawie origami”. Często były to nowe aranżację np. z wykorzystaniem harfy. Mimo chłodnego wieczoru publiczność chętnie została do końca koncertu śpiewając razem z artystką jej największe przeboje.

Dla wytrwałych nagrodą był koncert pochodzącej z Berlina wokalistki Rosalie. Jej muzyka zainspirowana jest r&b oraz hip-hopem z nutą nowoczesnej muzyki elektronicznej. Dla fanów nowoczesnych brzmień była to kolejna okazja do muzycznej uczty. Artystka wykonała utwory do których sama napisała teksty jak „Do It Right” czy „This Thing Called Love”. Była to propozycja ciekawa m.in. dlatego, iż Rosalie to obiecujący, młody głos r&b z Poznania. Koncert artystki kończył drugi dzień poznańskich Juwenaliów.

 W sobotnie popołudnie na Łęgach Dębińskich studenci ponownie świętowali w najlepsze, przy rytmach poznańskich zespołów oraz gwiazdy wieczoru – grupy Kult. Koncerty rozpoczęły się punktualnie o 19. W tym samym czasie zaczęto wpuszczać publiczność na teren imprezy. Pierwszym zespołem, który wystąpił na  scenie była grupa Smash. Młodzi muzycy przyjechali prosto ze Śremu, a swoją działalność zapoczątkowali w 2013 roku. Grają muzykę spod znaku rock'n'rolla, grunge'u czy vintage. Nie zabrakło zatem mocnych riffów, gitarowych solówek oraz charakterystycznego głosu wokalisty Krzysztofa „Kidda” Adamskiego. Panowie inspirują się takimi formacjami jak Queens Of The Stone Age, Alice In Chains czy Foo Fighters, co było bardzo dobrze słychać.

Drugą formacją, która wystąpiła na Juwenaliach była Krambabula. To zdecydowanie odskocznia od  ciężkich dźwięków. Również w sensie dosłownym. Grupa to folk-rockowe połączenie z Poznania, które porwało publiczność do tańca. Powstali w 2014 roku i już zaznaczyli się na lokalnej scenie muzycznej. Byli finalistami Akademickiego Przeglądu Muzycznego Radia Afera, dzięki czemu mogli wystąpić na juwenaliowej scenie. Co ciekawe, muzycy prezentują teksty napisane w języku łemkowskim, ukraińskim oraz polskim. Tak energetyczne połączenie zaowocowało rozkołysaną publicznością oraz gromkimi brawami.

     Po Krambabuli ponownie na scenie pojawił się Krzysztof „Kidd” Adamski, jednak tym razem... z zespołem Superhalo! To kolejna formacja, w której udziela się muzyk i która śmiało radzi sobie zarówno na rynku poznańskim, jak i ogólnopolskim. Panowie grają ze sobą od 2010 roku i zdążyli pokazać, że rock'n'roll płynie w ich żyłach zamiast krwi. Psychodeliczne dźwięki, mocne gitarowe riffy i bezkompromisowe uderzenie sprawiają, że muzyka Superhalo to mieszanka wybuchowa. Zdecydowanie rozgrzali słuchaczy pod sceną i pokazali, że wielkopolska scena muzyczna ma godną reprezentację.

       Jeśli by patrzeć na ilość zespołów spoza Poznania występujących w sobotę, można by zażartować, że był to śremski dzień imprezy. Panowie z Camping Hill wystąpili od razu po Superhalo i zdecydowanie zawładnęli sceną. Muzyka spod znaku rock'n'rolla, funk rocku oraz alternatywy sprawiła, że publiczność nawet po skończonym występie nie miała dosyć i prosiła o bis. Formacja zagrała utwory z wydanej kilka miesięcy temu debiutanckiej płyty „Out Of Control”, notabene bardzo dobrze przyjętej w wielkopolskim środowisku muzycznym. Grupa przejęła juwenaliową scenę mocnym graniem, gitarowym kontrolowanym chaosem, niebanalnymi dźwiękami saksofonu oraz charyzmatycznym wokalem Macieja Kómocha. To był zdecydowanie jeden z lepszych występów tego wieczoru.

     W okolicach godziny 23 na scenę wkroczyła najbardziej wyczekiwana ze wszystkich formacja. Legendarna grupa, która przez ponad 3 dekady trzęsie polską sceną muzyczną i nieźle namieszała na rynku. Kult, czyli Kazik Staszewski i spółka weszli niemalże w połowie zapowiedzi konferansjerów, zaskakując tym samym całą publiczność. Od razu zaczęli mocnym akcentem i jednym ze swoich szlagierów, czyli „Barankiem”. Nie zabrakło też równie znanego utworu „Gdy nie ma dzieci”, czy nieco nowszego „Prosto”. Cóż by więcej rzec? Kazik i spółka nadal są w formie, chociaż na scenie muzycznej można powiedzieć, że zjedli zęby. Wciąż pobrzmiewa w nich buntownicza nuta, chociaż to panowie z latami na karku. Niemniej potrafili rozruszać kilkutysięczną publikę i pokazali, że stary rock'n'roll nie umiera.

W niedzielę na poznańskich juwenaliach zaprezentowała się grupa The Pineal, która dobrze znana jest wielkopolskiej publiczności. Grupa ta szukając swojego indywidualnego stylu łączy  soul, jazz i pop nie jest im obcy również  np. hip-hop, funk i rock. Po tym występie publiczność mogła się przekonać, że tango nie jest passe. Grupa La Vita czerpie w swojej twórczości z argentyńskich rytmów pełnymi garściami. Ich debiutancka płyta Tango Nuevo by Astor Piazzolla pokazała, że nawiązując do mistrza gatunku można eksperymentować z muzyką klubową z bardzo obiecującym skutkiem. Na zakończenie wieczoru i samych Juwenaliów zagrała kolejna gwiazda- Happysad. Licznie zgromadzona publiczność pokazała, że w Poznaniu muzycy mogą liczyć na gorące przyjęcie. 

Galeria