"Chce się żyć" - film o tym, że w życiu nie należy poddawać się

Kategoria: Film

Autor: Marcin Pigulak

Data publikacji: 2013-10-21

A a


Maciej Pieprzyca, wcześniej znany i zauważany głównie jako twórca filmów dokumentalnych, po otrzymaniu w 2008 roku w Gdyni nagrody za kinowy debiut fabularny („Drzazgi”) widocznie postanowił podążać obraną drogą. Znajdując inspirację w niespełna półgodzinnym dokumencie Ewy Pięty „Jak motyl”, reżyser przeniósł (z pewnymi modyfikacjami) poruszoną w nim historię niepełnosprawnego Przemka na grunt fabuły pod wymownym tytułem „Chce się żyć”.

Mateusz (bo takie imię nadano bohaterowi filmu) cierpi od urodzenia na czterokończynowe porażenie mózgowe. Choroba odcisnęła piętno na jego ciele, ograniczając do absolutnego minimum jakąkolwiek formę samodzielnej egzystencji. Zdany na opiekę ze strony rodziny, a następnie ośrodka pomocy społecznej, przez ponad kilkanaście lat uznawany zostaje w większym stopniu za tzw. „roślinę” niż człowieka. Dopiero przypadek połączony z poznaniem języka Blissa pozwala odmienić dotychczasowy stan rzeczy.

Powyższy opis może przywodzić na myśl formułę pełnoprawnego dramatu. Pieprzyca jednak zdołał w zręczny sposób uciec od zdawałoby się typowego eksploatowania cierpień głównego bohatera na rzecz snucia zaprawionej goryczą, ale w gruncie rzeczy pozytywnej opowieści o dojrzewaniu, kształtowaniu własnego „ja” nawet w najtrudniejszych warunkach.

Emocjonalną paletę kolorów w znacznym stopniu wzbogaca wygłaszany przez głównego bohatera komentarz z offu (stanowi on zresztą wspólny element dla dzieł Ewy Pięty i Macieja Pieprzycy). Dzięki niemu ekranowy Mateusz jawi się jako w pełni inteligentna postać, sprawnie operująca ironią lub czarnym humorem. Nie obawia się dzielenia swoimi sympatiami i antypatiami, jest – mówiąc dosadnie – całkowicie rozwiniętym emocjonalnie człowiekiem, odczuwającym na przykład bodźce natury seksualnej. Nie stanowi to częstego obrazu osoby niepełnosprawnej w polskim kinie.

„Chce się żyć” nie jest zbudowane wyłącznie na prostej zasadzie kontrastu, wywołanego zestawianiem ze sobą chociażby narracyjnej ironii i angażującego emocje obrazu. Reżyser, a za nim Mateusz, umieją zachować milczenie (a nawet wprowadzić ciszę) tam, gdzie wszelki komentarz byłby zwyczajnie zbędny. W licznych momentach pałeczkę kształtowania wymowy scen przejmuje muzyka Bartosza Chajdeckiego z wybijającym się na czele prostym, naznaczonym pogodą ducha tematem przewodnim.

Chociaż scena otwierająca może pozostawiać widza w pewnej niepewności co do rozwoju konkretnie przedstawionej sytuacji, ostatecznie mało kto będzie miał wątpliwości odnośnie finalnej wymowy filmu. Bariera oddzielająca głównego bohatera od reszty otoczenia, momentami przytłaczająco ciężka, a kiedy indziej wręcz na granicy – wówczas daremnego - pęknięcia, ostatecznie musi ulec zerwaniu. Na darmo byłoby oczekiwać spodziewanego efektu gdyby nie ogrom pracy włożonej przez Dawida Ogrodnika, owocującej miejscem w absolutnej czołówce najlepszych kreacji bieżącego roku. Aż nazbyt oczywiste stanowi przypuszczenie jak wiele barier musiał przeniknąć wpierw sam aktor (przy czym być może narzucenie sobie ograniczeń natury fizycznej stanowiło łatwiejszy etap zadania), aby przekonująco zagłębić się w odmienny świat chłopaka walczącego o bycie usłyszanym. W takim samym stopniu pochwały (z nadzieją na dalszy pomyślny rozwój) należą się Kamilowi Tkaczowi, wcielającego się w „młodszą wersję” Mateusza. Gra tego pokroju w wykonaniu dzieci to mimo wszystko w polskim kinie nieczęsty widok.

Nie wątpię, że „Chce się żyć” znajdzie swoich przeciwników, narzekających na płaski lub niedostatecznie poszerzony wymiar niektórych postaci drugoplanowych, rzekomą naiwność fabularną lub zwyczajną prostotę przekazu. Mimo to nie wątpię również w siłę pozytywnego oddziaływania filmu Macieja Pieprzycy. Z jednej strony z powodzeniem może spełniać rolę tytułu – nazwijmy to – „społecznie użytecznego”, ważnej pozycji w kampanii na rzecz odważnego stawiania problemu jakości życia osób niepełnosprawnych w Polsce. Z drugiej zaś zręcznie poprowadzona narracja, oparta na fascynującym aktorstwie Dawida Ogrodnika, stawia „Chce się żyć” jako coś więcej niż tytuł pokroju jednowymiarowego produktu telewizyjnego spod znaku „Prawdziwe historie”. Dobrze jest.