Oddychając poezją

Oddychając poezją

Kategoria: Film

Autor: Marcin Pigulak

Data publikacji: 2017-01-13

A a

Filmy o "zwykłych ludziach" z pewnością nie należą do rzadkości w historii kina, trzeba jednak przyznać, że potencjalny everyman w filmografii Jima Jarmuscha, niekwestionowanego mistrza amerykańskiego kina niezależnego (tradycyjnie bardziej docenianego po drugiej stronie oceanu, na europejskiej ziemi), już w zapowiedziach stanowił interesujący wyjątek. O ile do tej pory głównych bywalcami jego scenariuszy byli wszelkiej maści outsiderzy, wykolejeńcy i ludzie pogubieni we współczesnej rzeczywistości, w "Patersonie" przez siedem filmowych dni towarzyszymy tytułowemu kierowcy autobusu w tytułowym, 150-tysięczym amerykańskim mieście.

Rozkład dnia Patersona cechuje się dużym poziomem stałości. Pobudka. Śniadanie. Odprawa u wiecznie narzekającego na życie kolegi. Kursowanie autobusem po ulicach Paterson. Powrót do domu. Obiad i rozmowa z żoną - wieczną marzycielką, miłośniczką wypiekania babeczek i malowania przestrzeni domowej w czarno-białe wzory (w tej roli Golshifteh Farahani). Wyprowadzenie psa na spacer. Wizyta w ulubionym pubie, prowadzonym od wielu lat przez Doca (Barry Shabaka Henley), starego wygę i znawcę historii miasta. Dobranoc i dzień dobry. To byłoby na tyle, ale pozostaje jeden drobny szczegół, podnoszący potencjalnie nudnawą historię mężczyzny w średnim wieku do rangi małego traktatu o sensie szczęśliwego życia - poezja, którą Paterson czyta i tworzy na co dzień.

paterson-1_e516a14d01

Chociaż z pozycji odbiorcy centralną postacią - praktycznie nigdy nie opuszczaną przez oko kamery - jest Paterson, równie istotnym bohaterem obrazu pozostaje wspomniana poezja. Oddziałuje na niego (a tym samym i Jarmuscha) w całej swojej wielopłaszczyznowości: jako filtr oglądu rzeczywistości, źródło motywacji i punkt odniesienia. Paterson, kierowca autobusu i poeta w jednym, przelewający przed rozpoczęciem zmiany kolejne wersy układanych poematów na strony swojego Sekretnego Zeszytu, przysłuchujący się gawędzącym między sobą pasażerom, przypomina postać żywcem wyciągniętą z wierszy swojego swojego idola Williama Carlosa Williamsa.

Zrezygnowanie przez reżysera z użycia w filmie warstwy muzycznej - tak silnie oddziaływującej na klimat, rytm i dramaturgię "Tylko kochankowie przeżyją" - stanowi w pełni świadomy gest pełnemu podporządkowaniu poezji, składającej się na równie wielką miłość Jarmuscha co muzyka. "Pisane" na ekranie wiersze Patersona (w rzeczywistości będącymi tekstami mało znanego u nas literata Rona Padgetta) pełnią w tym układzie nie tylko furtkę do świata przenikliwej osobowości bohatera, ale także odpowiadają roli piosenek podnoszących banalny urok rzeczywistości do rangi emocjonalnej przygody.

adam-driver-paterson-movie-image-2

W kontekście filmografii Jima Jarmuscha, "Paterson" znajduje się w połowie stawki przystępności rozpiętej pomiędzy radykalizmem "The Limits of Control" a czytelniejszymi gatunkowo i fabularnie tytułami pokroju "Broken Flowers" czy "Ghost Dog. Droga Samuraja". Akcja obrazu, płynąca swoim wolnym, złożonym z kolejnych dni-miniatur tempem, nabiera odpowiedniego kolorytu za sprawą postaci kreślonych przez Jarmuscha wyrazistą, humorystyczną kreską. Prowadzona przez Adama Drivera z wyczuciem profesjonalisty postać statycznego, bardziej bogatego wewnętrznie niż zewnętrznie Patersona, zostaje odpowiednio zdynamizowania za sprawą wypełniających jego egzystencję osób (i zwierzęcia). Ukazanie emocjonalnego położenia wiecznie niezadowolonego kolegi z pracy czy ustawicznie skonfliktowanej pary byłych kochanków składa się na wyrazisty, a czasami dowcipny kontrapunkt dla życia mężczyzny. Trudno jednocześnie pozbyć się wrażenia, że tam, gdzie Jarmusch odwołuje się do reakcji psa Marvina (zaopatrzonego w cały zestaw "śmiesznych" i "rozczulających" szczeków, sapań lub minek), czuć pewną sitcomową drogę na skróty. Czasami autentycznie pocieszną (skrzynka na listy!), ale zazwyczaj rodzącą obojętność.

Marek Aureliusz (a za nim Hannibal Lecter, ale to już mniejsza z tym) zwykł mawiać, że w życiu najważniejsza jest prostota. Wydaje się całkiem prawdopodobne, że seans "Patersona" jeszcze mocniej utwierdziłby go w tym przekonaniu. Co prawda najnowszy obraz Jima Jarmuscha nie odkrywa żadnej nowej Życiowej Prawdy, jednak w sympatycznym stylu odkurza te, o których w pędzie współczesnego życia zdążyliśmy zapomnieć. 

paterson-movie-2

Za możliwość obejrzenia filmu dziękujemy Kinu Muza w Poznaniu.