Polski patriotyzm według Juliusza Machulskiego

Polski patriotyzm według Juliusza Machulskiego

Kategoria: Film

Autor: Marcin Pigulak

Data publikacji: 2013-11-05

A a



Juliusz Machulski po raz kolejny w swojej karierze zbudował filmową opowieść na motywie podróży w czasie. Tym razem, w ramach „Ambassady” porwał się na skonfrontowanie współczesnego młodego warszawskiego małżeństwa, zamieszkałego w kamienicy przy ulicy Pięknej, z najprawdziwszymi hitlerowcami, rezydującymi przed wojną w istniejącej tam placówce dyplomatycznej. Zapowiadany twór miał być nie tylko śmieszny (jak na komedię przystało), ale również ważny jako element dyskusji o patriotyzmie. Niestety, zamiast spuścić powietrze z balonu polskiej martyrologii, Juliusz Machulski mimowolnie dołożył kilka dmuchnięć do innego – wyrażającego przekonanie, że poziom naszych komedii skłania do depresji.

Za taki stan rzeczy odpowiada w pierwszej kolejności scenariusz, sprawiający wrażenie, że po nakreśleniu przebiegu kluczowych momentów fabuły właściwie odpuszczono sobie intensywniejszą pracę nad tekstem. Byle jakie dialogi (o zapadających w pamięć zdaniach możemy pomarzyć) i jednowymiarowe postacie wytrwale idą ze sobą ramię w ramię. Dotyczy to również pary głównych bohaterów – Melanii (Magdalena Grąziowska) oraz Przemka (Bartosz Porczyk). Nie mają w sobie absolutnie niczego ciekawego, co kazałoby widzowi w jakikolwiek sposób się z nimi związać, a co dopiero mówić o kibicowaniu w starciu z Hitlerem. Ona – pozytywna i spragniona czynu, on – coś w rodzaju sztywniaka, egocentrycznego „dupka”. Niejednokrotnie podczas seansu miałem poczucie nieprzystawalności papierowej psychiki postaci i wynikających ze scenariusza zachowań do toczących się na ekranie wydarzeń. Naturalnie takie rozdwojenie nie stanowi źródła komizmu, a co najwyżej powód dezorientacji widza.

Z tak lichego podkładu scenariuszowego niewiele wycisnąłby nawet doświadczony aktor, więc w gruncie rzeczy pomysł, aby zatrudnić ekranowych debiutantów, zasługuje na pochwałę. Chociaż ani dla Grąziowskiej, ani też Porczyka (wypadającego korzystniej jako Anton, pradziadek Przemka) występ w „Ambassadzie” nie będzie stanowił powodu do chwały, to i tak większą przyjemność sprawia oglądanie nowych twarzy niż regularne obcowanie ze znanymi nazwiskami, które coraz częściej stanowią dla filmu antyreklamę niż źródło powodzenia.

Adam „Nergal” Darski (Ribbentrop) i Robert Więckiewicz (Hitler) mieli szczęście odgrywać postacie historyczne, więc przy konstruowaniu ich na poziomie scenariusza można było odwołać się do banalnych, ale mimo wszystko zaczerpniętych z biografii elementów. Nie zmienia to faktu, że ten pierwszy (skądinąd świetny artysta sceny metalowej) to raczej ozdobnik niż pełnoprawny odtwórca roli. Fakt - mundur leży na nim idealnie, a gra gestem i mimiką spełnia jako tako swoje podstawowe zadanie. Niestety Nergal nie podołał materii języka niemieckiego. Konieczny okazał się dubbing ze strony native speakera, co widać i słychać aż nadto. Wydawać by się mogło, że największe pole do aktorskiego popisu otrzymał Więckiewicz. Owszem, z wymienionej czwórki on jeden wychodzi z „Ambassady” obronną ręką, choć w gruncie rzeczy rozdzielnie Hitlera na dwie postacie (dyktatora i jego sobowtóra) sprowadza się do odgrywania dwóch różnych ludzi – wyciszonego Hitlera i Hitlera-idiotę. Wydaje się, że dopiero połączenie tych dwóch osób w jednym ciele stanowiłoby odpowiednie wyzwanie dla tej klasy aktora.

„Ambassada” pod względem zastosowanej scenografii jest skromną komedią, rozpisaną na wąskie grono aktorów i niewielką ilość lokacji. Dzięki temu przygotowano wystrój wnętrz na zadowalającym poziomie. O przebywaniu w obszarze polskiego kina przypomina nieodmiennie poziom efektów komputerowych, jaskrawo widoczny w końcowych sekwencjach filmu. Tego wręcz nie chce i nie da się oglądać. Obecnie potrafią wprawić w szczere zażenowanie. W przyszłości to one będą odpowiedzialne za największe salwy śmiechu.

Pewnikiem znajdą się sympatycy humoru przedstawionego w „Ambassadzie” – najczęściej suchego i mało lotnego (choć nie brak też błyskotliwych scenek – jak choćby nawiązującej do roli Więckiewicza w „Wałęsie”). Jednak konia z rzędem temu, dla kogo wywody Machulskiego o patriotyzmie są czymś więcej, niż tylko powielaniem utartych przekonań i motywów. Reżyser chciał podobno dać jasną wykładnię zdrowej miłości do ojczyzny i zarazem potępić próby zawłaszczania jej przez pewną partię. Tylko że poza kilkoma linijkami nudnego dialogu, podsumowanych stwierdzeniem o psuciu patriotyzmu przez „złych ludzi”, nie ma w filmie niczego, co wywoływałoby polityczne kontrowersje jakiejkolwiek ze stron. Wojna obronna 1939 roku to niekwestionowany bastion polskiej dumy narodowej, Hitlera każdy chętnie by skopał, żal za utraconą Warszawą to codzienność, a w rozmowach o stanie ducha współczesnych Polaków ustawicznie dochodzi się do wniosku, że dawne pokolenia miały lepszy kręgosłup moralny (w filmie zresztą jest to wyraźnie zobrazowane poprzez zestawienie ze sobą postaci Antona i Przemka). Krótko mówiąc – nic nowego. Więcej kontrowersji wywołała decyzja o zaciągnięciu Nergala do obsady niż jakakolwiek teza postawiona przez reżysera.

Nie twierdzę, żeby „Ambassada” plasowała się w ścisłej czołówce najgorszych filmów tego roku. Pod tym względem polska produkcja uparcie nie zawodzi i co roku wypuszcza do kin serię gniotów jeszcze mniej śmiesznych i bardziej pretensjonalnych. Niemniej podczas gdy w tym samym czasie branża cieszy się coraz większą liczbą reżyserskich sukcesów, Juliusz Machulski od blisko dekady plasuje się w gronie twórców drugiej ligii. Pozostaje mieć nadzieję, że ten ważny twórca w końcu przełamie się i stworzy dzieło, o którym będzie można napisać: warto. Póki co – odradzam wizytowanie „Ambassady”.



Reżyseria: Juliusz Machulski
Scenariusz: Juliusz Machulski
Zdjęcia: Witold Adamek
Muzyka: Bartosz Chajdecki
Scenografia: Wojciech Żogała
Kostiumy: Ewa Machulska

Obsada: 
Magda Grąziowska - Melania
Bartosz Porczyk - Przemek/Anton
Robert Więckiewicz - Adolf Hitler
Adam „Nergal” Darski - Joachim von Ribbentrop
Jan Englert - Oskar
Aleksandra Domańska - Ingeborg
Ksawery Szlenkier - Otto
Fred Apke - sekretarz ambasady