Rosjanie mierzą się z legendą - recenzja filmu

Rosjanie mierzą się z legendą - recenzja filmu "Wysocki"

Kategoria: Film

Autor: Artur Bądkowski

Data publikacji: 2014-01-06

A a

 

 

Kino rosyjskie nie należy do rozpieszczanych w Polsce. Pewnie dlatego premiera biograficznego filmu „Wysocki” miała u nas miejsce w 13 grudnia 2013 r. czyli dwa lata po światowej. Trochę to może dziwić, ponieważ Włodzimierz Wysocki jest nad Wisłą artystą znanym i cenionym. Trudno przecenić jego rolę w kulturze rosyjskiej, dlatego warto o tym pamiętać oglądając film Piotra Buslowa. Dla filmowca zmaganie się z taką legendą zawsze jest wyzwaniem. Autorem scenariusza był syn rosyjskiego pieśniarza i aktora – Nikita. W tytułowego bohatera wcielił się Sergiej Bezrukow, który perfekcyjnie został ucharakteryzowany, a w scenach przedstawiających jego koncerty głos podkładał Nikita Wysocki. Osoba oczekująca filmu przedstawiającego pełną biografię Wysockiego muszą przyjąć do wiadomości, że film dotyczy końcowego okresu życia artysty, gdy zmagał się on z uzależnieniem od narkotyków. Rosjanie uznali, że biografia Włodzimierza Wysockiego jest powszechnie znana więc wiele informacji biograficznych trzeba się domyślić albo są one tylko zarysowane.
Poznajemy Wysockiego gdy był on u szczytu swej popularności. O jego pozycji świadczy mercedes, którym przemieszcza się po Moskwie czasów Breżniewa. Gra w Teatrze na Tagance, publiczność czeka na jego kolejne koncerty. Planowane są jego występy w stolicy Uzbekistanu - Bucharze. Do tego jest wątek kryminalny z KGB i inwigilacją artysty, jego publicznym funkcjonowaniem w realiach późnego Breżniewa. Jeśli tego mało, to mamy wgląd w jego życie osobiste. Wydawać by się mogło, że dla stworzenia ciekawej fabuły to już dużo. Pojawia się pytanie ile pod lateksową maską i sensacyjnymi wątkami jest prawdziwego Włodzimierza Wysockiego, a ile podtrzymywania legendy artysty. Rozwleczona w czasie opowieść mnie raczej zmęczyła. Patrzenie na powolny upadek człowieka, który został przedstawiony w sposób mało przekonujący z eksponowaniem kryminalnej intrygi, która miała uatrakcyjnić obraz, przez ponad 2 godziny, to dla mnie za dużo. Można było się spodziewać przedstawienia dramatu artysty, który stara się radzić sobie z popularnością, presją oczekiwań, własną wrażliwością, a to szwankuje. Z filmu nie dowiemy się dlaczego pieśni Wysockiego miały taki odbiór i znaczenie dla ludzi. Na czym polegał fenomen tego artysty w komunistycznym Związku Sowieckim? Film miały uatrakcyjnić sensacyjne wątki oraz montaż i zdjęcia rodem z współczesnego kina akcji ale to raczej daje wrażenie niespójności z elementami dramatu psychologicznego.

Galeria