Zwyczajny bohater -

Zwyczajny bohater - "Kapitan Phillips"-recenzja filmu

Kategoria: Film

Autor: Artur Bądkowski

Data publikacji: 2013-12-04

A a

Kino może być sposobem na odreagowanie rzeczywistości, oderwanie od niej. Czasem jednak na ekranie poznajemy rzeczywiste historie, które z różnych względów przyciągają naszą uwagę. Takim filmem inspirowanym rzeczywistymi wydarzeniami jest „Kapitan Phillips”. Prawda, że wydarzenia te są niecodzienne, przeciętny zjadacz chleba zasiadający codziennie 8 godzin za biurkiem czy przy klawiaturze komputera nie zmaga się z somalijskimi piratami (ale już z komputerowymi ma do czynienia całkiem często). W każdym razie praca tytułowego kapitana Phillipsa, dowodzącego kontenerowcem na trasach międzykontynentalnych jest dla większości z nas czymś obcym, a ewentualne wyobrażenia o niej są kształtowane na podstawie filmów, książek i niestety coraz częściej programów informacyjnych. Brytyjski reżyser Paul Greengrass przyzwyczaił już widzów do tego, że to właśnie rzeczywistość inspiruje go najbardziej. Po filmach takich jak: „Zabójstwo Stephena Lawrence'a”, „Krwawa niedziela”, „Lot 93” czy nawet „Krucjata Bourne'a” i "Ultimatum Bourne'a" widać, że nieobca jest mu polityka, sensacyjne działania służb specjalnych, dramatyczne wydarzenia. Wszystkie te elementy mamy w jego najnowszym filmie.

Film powstał na podstawie książki Richarda Philipsa, który opisał swoje przeżycia z 2009 roku, kiedy to został porwany przez somalijskich piratów. Można by się spodziewać po takim wstępie dramatu, filmu biograficznego, thrillera czy filmu akcji, ale byłaby to bardzo powierzchowna ocena ponieważ nie jest tak łatwo go zaszufladkować. Twórcy starali się też pokazać tło społeczno-ekonomiczne wydarzeń. Postaci mają coś więcej do powiedzenia i pokazania. Napięcie jest takie, że widz obgryzie paznokcie do samych łokci, ale nie tylko rozrywka jest celem. Dowiadujemy się też czegoś o ludziach w sytuacjach ekstremalnych i świecie współczesnym.  

            Richarda Phillipsa poznajemy w przededniu jego wypłynięcia kontenerowcem „Maersk Alabama” z Jemenu do Kenii. Pierwsze sceny rozgrywają się jeszcze w USA. Postać kapitana grana przez Toma Hanksa odbiega od stereotypowego wyobrażenia człowieka morza. Trudne rozstanie z domem, żoną, rozmowy o problemach dzieci pokazują, że właściwie jest on zwykłym człowiekiem, który ma niezwykłą pracę. Kadry nakręcone na statku też burzą to nasze wyobrażenie życia na współczesnym statku towarowym. Wypełnianie obowiązków, wieczorne pisanie e-maili do domu. Praca jak praca, jest miejsce na rutynę. I taki jest Phillips, rzetelny, obowiązkowy - dobry pracownik, który wykonuje swoje zadania. Równolegle poznajemy somalijskich piratów, którzy zajmują się tym procederem ponieważ zmusza ich do tego sytuacja życiowa. Mają swoich szefów, którzy oczekują wyników. W ten sposób reżyser pokazał dwa światy Kapitana i jego załogi oraz piratów dowodzonych przez Muse'a granego przez Barkhada Abdi. Niewątpliwą zaletą filmu jest zaprezentowanie sensacyjnej historii, ale też portretów psychologicznych postaci. Ich obraz nie jest taki jednoznacznie czarno-biały. Nie jest tak, że czujemy sympatię do piratów i tego co jest ich profesją ale  reżyser dał nam możliwość poznania ich motywacji, jakiegoś wczucia się w ich położenie. To czym się zajmują będzie przez odbiorcę potępiane ale jednocześnie będzie on w nich widział ludzi, którzy być może nie mają wyboru. Tytułowy kapitan Phillips musi poradzić sobie z sytuacją absolutnie wyjątkową. Stara się ocalić załogę, nawet za cenę swojego życia. W chwili próby mężczyzna w średnim wieku, sprawiający przeciętne wrażenie staje się bohaterem. Gdybyśmy go spotkali na ulicy, w urzędzie czy sklepie nie powiedzielibyśmy, że jest on zdolny do heroizmu. Nawet jego powierzchowność jest zaprzeczeniem kinowego wizerunku kapitana statku - bohatera. W obliczu sytuacji staje on jednak na wysokości zadania. Nie widać po nim nienawiści do porywaczy, wręcz przeciwnie starał się on nawiązać z nimi relację. Chciał przeżyć, ale rozumiał on także uwarunkowania w jakich działali piraci. Widać po nim empatię. Tom Hanks zagrał postać, która z jednej strony potrafi zapanować nad strachem, podołać skrajnie trudnej sytuacji ale jednocześnie nie jest jakimś spiżowym herosem, który jest pozbawiony ludzkich uczuć. Widać po nim przeżycia, emocje, które nam towarzyszą na co dzień, jest taki jak my ale zdaje egzamin w godzinie próby. Twórcy nie obawiali się pokazać także jego słabość, jakby mieli świadomość, że dzięki temu postać staje się pełnowymiarowa, po prostu prawdziwa. Tom Hanks w tym filmie dał popis swoich możliwości. Docenić też trzeba umiejętności Barkhada Abdi w roli przywódcy piratów Muse'a, który podołał powierzonemu mu zadaniu. Film „Kapitan Phillips” można polecić osobom, które oczekują bardzo zajmującej historii opowiedzianej w świetny sposób. Na pewno zadowoleni będą miłośnicy kina akcji. Sposób pokazania pełnokrwistych postaci zadowoli osoby, które od kina oczekują dobrze pokazanych emocji i prawdy psychologicznej. Malkontenci mogą oczywiście narzekać, że jest też  przekaz propagandowy mający na celu pokazanie potęgi Ameryki, która nie opuszcza swoich obywateli na końcu świata. Wrogowie będą zawsze pokonani. Nawet jeśli jest taka wymowa filmu, to plusy przesłaniają ten minus i nie ma wielkiego znaczenia dla oceny całości. Polecam!