Smoki, zabójcy i gwiezdni rycerze, czyli poznański Pyrkon

Smoki, zabójcy i gwiezdni rycerze, czyli poznański Pyrkon

Kategoria: Gra

Autor: tekst: Jarek Mitkiewicz; zdjęcia: Jakub Marciniak

Data publikacji: 2014-04-08

A a

Znacie to uczucie gdy widzicie ludzi oddanych tym samym ideom co wy? Ludzi, z którymi na temat waszych pasji możecie rozmawiać bez przerwy dniami i nocami? Gdy poznajecie idealnych przyjaciół właśnie dzięki swoim zainteresowaniom?
Nie wiem jak wy, ale ja nie znam tego uczucia. Dla mnie, to jest tak samo nierealne, jak powieści Tolkiena (chociaż z tym stwierdzeniem jestem ostrożny).
Teraz pewnie zastanawiacie się co ma wspólnego Tolkien i zjazd napaleńców? Otóż ma! Tolkien i cała reszta przedstawicieli Fantastyki wszelakiej, to główny temat na corocznym Pyrkonie, czyli właśnie zjeździe napaleńców, inaczej zwanych fanami. Jeśli ktoś myśli, że przedstawiając ich w ten sposób próbuję obrazić, jest w błędzie. Dla mnie jako jednego z nich jest to komplement. Poświęcenie dla pasji to piękna cecha. Muszę tu zaznaczyć, że Hitler NIE był pasjonatem!

Pyrkon, to regularny konwent fanów fantasy. Pod pojęciem fantasy istnieje chyba wszystko, co tylko istnieć może. Wszystko co tylko nawet odrobinę jest nierealne znajduje tu swoich odbiorców. Jednych jest więcej, innych mniej, ale wszystkich łączy fanowska metka.
Pyrkon odbywa się co roku od 14 lat. Oczywiście, jak nazwa może wskazywać konwent odbywa się tylko w Poznaniu. Przyznam się bez bicia, że pierwszy raz udało mi się być na Pyrkonie więcej niż godzinę. Chociaż chęć wyjazdu i uczestnictwa była odkąd pamiętam.

Jak było w tym roku? Chciałoby się powiedzieć, że fantastycznie. To określenie może się jednak mijać z rzeczywistością, ale może taki był zamysł, skoro to konwent fantasy. Tak czy inaczej, są sprawy, które nie do końca były przemyślane. Chociażby dopasowanie prelekcji do wielkości sal. Jeden z największych problemów tegorocznego konwentu. Ileż było ciekawych warsztatów literackich, czy rozmów na temat fantastycznego życia lub takiej też śmierci, którymi zainteresowanie było naprawdę spore, a miejsc w sali było tyle co kot napłakał. W tym samym czasie i przestrzeni, ale w innej części MTP, natomiast były duże i przestronne sale, w których słychać było świst wiatru, bo prelekcje tam ustawione nie wzbudzały żadnego zainteresowania. Faktem jest, że z roku na rok Pyrkon cieszy się coraz większym zainteresowaniem, bo ponad 20 tys. ludzi obecnych przez 3 dni festiwalu, to całkiem imponująca liczba. Niestety, pomimo wiadomego sporego przyrostu na przestrzeni ostatnich lat organizatorzy niezbyt dobrze zaplanowali poszczególne punkty programu. Odnośnie złego planowania trzeba zwrócić uwagę na brak wielu prelekcji stopniowo usuwanych w ciągu ostatnich edycji. Na myśli mam, chociażby sagę Star Wars.
Nie umiem wymienić więcej problemów. Może dlatego, że ich nie było, a może dlatego, że nie dotknęły mnie osobiście.

Dość o problemach i niedogodnościach, bo one są niczym w porównaniu do emocji i odczuć wyniesionych z tego festiwalu. Wszechobecna radość na twarzach uczestników i zadowolenie z pewnego rodzaju przynależności, to widok dość rzadko spotykany w dzisiejszych czasach. Mnóstwo kolorowych Cosplay’ów, z których jak co roku wybierany był jeden najlepszy. Tegoroczną edycję wygrał podobno komandor Sheppard z Mass Effect (niepotrwierdzona informacja, musiałem opuścić końcówkę). Tak czy inaczej, bez względu na zwycięzcę rozmaite przebrania, które w naszym smutnym kraju widzi się naprawdę rzadko to sposób oderwania się od rzeczywistości. Co więcej nie tylko dla zagorzałych fanów i turbo-nerdów, ale też dla ludzi niemających z fantastyką nic wspólnego. Bo takich nie zabrakło na terenie konwentu.
Punktów programu, z których skorzystałem nie było dużo. Były to natomiast punkty, których nie zamierzałem opuścić. Chociażby spotkanie autorskie z Andrzejem Pilipiukiem, czy Jakubem Ćwiekiem. Bardzo dobry koncert Percivala, a właściwie… dwa koncerty tego zespołu. Oczywiście, nie takie same. Percival wystąpił z dwoma projektami w dwa kolejne wieczory. Zebrał ogromną publikę oraz taką samą wdzięczność i zadowolenie Pyrkonowiczów. Były też interesujące warsztaty, a może bardziej pogadanka na temat zawodu pisarza. Dyskusja w języku angielskim z Tad’em Williams’em i Charles’em Stross’em była bardziej zabawna niż pouczająca, ale jeszcze bardziej ciekawa. Muszę również zwrócić uwagę na wszechobecne wystawy, wioski tematyczne i game roomy. Te ostatnie, ale komputerowe, zgromadziły dość stałą i w większości małoletnią widownię. Na stanowiskach z grami planszowymi natomiast, przez całe 3 dni ciężko było znaleźć wolny stół. Co do wystaw zachwyciły mnie LEGOcuda. Pomimo że od dziecka uwielbiałem te klocki to ostatni bardziej komercyjny okres tej firmy trochę mnie zniechęcił. Jednak wystawa pozwoliła mi o tym wszystkim zapomnieć i odnaleźć w sobie dziecko na nowo. Motyw z Monty Pythona, zamek z Might and Magic: Heroes III, generał LEGOruzelski, czy też maszyna układająca kostkę Rubika w całości zbudowana z LEGO. Nic dziwnego, że wystawa zgromadzała dużą widownie przez wszystkie dni festiwalu.
Trzeba przyznać, że Pyrkon jako całość to naprawdę udany konwent. Mógłbym napisać relację o technicznej stronie, o tym jak powinien wyglądać lub co trzeba zmienić. Tylko trzeba wziąć pod uwagę, że takie opinie są najczęstsze. Dlaczego? Jesteśmy ludźmi i lubimy krytykować wszystko, co tylko można. Ja natomiast chcę tutaj zwrócić uwagę na to co można wynieść z takiego konwentu. 

I nie mam na myśli skradzionego kostiumu! Mam na myśli natomiast nas naładowanych pozytywnymi emocjami po weekendzie spędzonym w miejscu spotkań napaleńców fantastyki. Dzięki, nim możemy się przenieść do innej rzeczywistości. Jednym słowem WARTO!

Galeria