"Bukareszt. Krew i kurz" - recenzja książki

Kategoria: Literatura

Autor: Iga Kolasińska

Data publikacji: 2013-10-24

A a

 

Bukareszt. Kurz i krew

Małgorzata Rejmer

Wydawnictwo: CZARNE

Data wydania: 07-09-2013

ISBN: 978-83-75-36539-9

           Niech każdy zrobi rachunek sumienia i pomyśli jak często kierował się stereotypami, zwłaszcza tymi w stosunku do danych narodów i nacji. Teraz niech każdy się zastanowi, jak często dotyczyły one Rumunii.  Ta książka na pewno łamie często krzywdzące Rumunów stereotypy.

  Małgorzata Rejmer debiutowała w 2009 r. świetnie przyjętą przez krytyków i  nominowaną do Nagrody Literackiej Gdynia powieścią „Toksymia”. Z tego też powodu jej debiut reporterski był swoistego rodzaju zaskoczeniem, ale też udowodnieniem z jej strony, że jest nie tylko bardzo dobrą powieściopisarką, ale znakomicie odnajduje się w formie jaką jest reportaż.  Do podjęcia próby reporterskiej pchnęła ją jej fascynacja Rumunią, którą, co widać od pierwszych stron książki, chce zaszczepić w polskim czytelniku. Warto też zauważyć, że na polskim rynku wydawniczym nie spotykaliśmy się do tej pory z pozycjami opisującymi współczesną Rumunię.

  W książce „Bukareszt. Krew i kurz” Małgorzacie Rejmer udała się sztuka niebywała. Odnalazła klucz do zrozumienia rumuńskiej duszy. Jest ona rogata, zagmatwana i naznaczona swoistego rodzaju traumą wynikającą, jak zauważa autorka, z rządów Ceausescu. Według Rejmer trauma ta spowodowana jest wręcz w większym stopniu egzekucją Słońca Karpat. Wchodzi ona w rolę lekarza, który próbuje znaleźć rozwiązanie na tę przedziwną chorobę Rumunów.  W zrozumieniu rumuńskości pomaga sięgnięcie do nie tak odległej przeszłości. Pisarka patrzy na współczesną Rumunię przez pryzmat tego co było. Książka podzielona jest na trzy części, które nie są ułożone w porządku chronologicznym. Wszystkie opowieści, zarówno te z przeszłości, jak i teraźniejszości przenikają się, tworząc obraz kompletny i prawdziwy. Rumunia Rejmer jest pełna chaosu, brudu, a przy tym niesamowicie fascynująca i przyprawiająca człowieka o dreszcze podniecenia i ciekawości. Książka na dobrą sprawę mogłaby nosić podtytuł „Inferno”, tak jak jeden z jej rozdziałów, albo też ośmiornica, jak nazywa ona Dom Ludu. Nie wiem czy Rejmer opowiada o Rumunii przez pryzmat Bukaresztu, czy o Bukareszcie przez pryzmat Rumunii. Mówi na pewno o szeroko rozumianej, albo też nierozumianej rumuńskości. Może właśnie Bukareszt to Rumunia w pigułce? Czytelnik nie znajdzie w niej opowieści niczym w komedii „Tales from Golden Age” i historii, jak to Rumunii kupowali Dacie za pieniądze ze skupu butelek. Dostanie za to historie kobiet i dzieci z dekretu czy więźniów politycznych.

  W książce czuć prozatorką rękę pisarki. Bawi się słowem, wymyśla neologizmy, jak to określające Dom Ludu w Bukareszcie.  Często przytacza własne historie, niekiedy tak bardzo nieprawdopodobne, których była świadkiem. To właśnie one wywołują uśmiech na twarzy czytelnika.

  Czy czytając tę książkę wreszcie zrozumiałam pokręconą duszę Rumunów? Zapewne tak. Co więcej, zostałam przekonana, że mimo pewnych podobieństw tak bardzo się różnimy. Drogi czytelniku, w czasie lektury nie raz będziesz odkładać książkę na bok, aby móc „dojść do siebie”. Zostanie ci zaserwowana porządna dawka śmiechu przez łzy. „Bukareszt. Kurz i krew” to na pewno jedna z najważniejszych książek reporterskich tego roku i jeden z najbardziej udanych debiutów ostatnich miesięcy. Szkoda tylko, że ta książka powstała dopiero teraz.