Futurystyczny marazm

Futurystyczny marazm

Kategoria: Literatura

Autor: Dawid Trzybiński

Data publikacji: 2017-02-16

A a

 

Jarosław Grzędowicz to obok Jacka Dukaja czołowy współczesny polski autor fantasy i science-fiction. Niedługo ukaże się jego kolejna, wydana po czteroletniej przerwie, powieść o słodko-gorzkiej przyszłości.

GrzedowiczHel_750x150_01

Ziemia, rok 2058. Poprawność polityczna i ekoterroryści opanowali Świat. Lobby zielonych było tak duże, że teraz to oni rządzą ogłupiałym społeczeństwem. Ropa naftowa została zastąpiona przez bardziej wydajny HEL-3, który znajduje się na Księżycu. Ludzie funkcjonują w wirtualnej rzeczywistości, ale ich guru nie jest wcale facebook, ale coś na kształt youtube. Uwaga społeczeństwa skupia się na skandalach, których szukają na MegaNetowych platformach video. Iventy, bo tak autor nazwał ów szokujące nagrania stały się pożywką dla mas. Norbert, który para się ivenciarstwem, żyje z wyświetleń swoich krótkich filmów. Kiedy znajduje się w nieodpowiednim miejscu i publikuje nieodpowiednie video, jego każda kolejna decyzja wywołuje niespodziewane konsekwencje. (…)

16122054_1297838616944428_1941559187_o

Grzędowicz poszedł w trochę inną stronę niż w swoich poprzednich utworach. Jest tu więcej skrótowców i nieco mniej literacki, a bardziej współczesny (spłycony?) język. Domyślam się, że jest to zabieg celowy, ale czy konieczny? Przez cały okres swojej twórczości autor przyzwyczaił nas do nieco innej stylistyki. Mam wrażenie, że właśnie przez nadmierne skupienie nad warstwą językową, książka straciła na warstwie fabularnej. Owszem jest tutaj dobrze przemyślana intryga, trudna do przewidzenia akcja, ale brakuje wartkości. Na samym początku postać Norberta nas do siebie przywiązuje, czytamy z zapartym tchem, ale gdzieś w okolicach pięćdziesiątej strony zaczyna nas nużyć. Czytasz i czytasz, cierpliwie czekasz aż coś się zacznie dziać i nic. To trochę tak jak z graniem w szkolnym teatrze albo w młodzieżowej kapeli rockowej, albo z budową pałacu, albo z – a zresztą nieważne. Widzicie jakie to uczucie? Czekasz na puentę i nie nadchodzi. Nie na to czekaliśmy, Panie Grzędowicz!

Prawdą jest, że książka to świetne połączenie Człowieka Demolki, Idiokracji i małej domieszki intrygi, niestety w tej mieszance zabrakło choć szczypty dynamiki.