Komisarz Popielski na tropie - recenzja

Komisarz Popielski na tropie - recenzja "W otchłani mroku" Marka Krajewskiego

Kategoria: Literatura

Autor: Artur Bądkowski

Data publikacji: 2013-12-21

A a

 

 

W otchłani mroku
Krajewski Marek
Wydawnictwo: ZNAK
Data wydania: 11-09-2013
ISBN: 978-83-24-02777-4

Marka Krajewskiego – autora wyróżnionego „Paszportem Polityki” i Nagrodą Wielkiego Kalibru oraz literackiego ojca Eberharda Mocka i Edwarda Popielskiego, nie trzeba przedstawiać miłośnikom kryminału. W dorobku pisarza, którego wykształcenie klasyczne jest bardzo widoczne w powieściach, znajduje się 6 książek, których głównym bohaterem jest niemiecki policjant oraz 5 poświęconych Edwardowi Popielskiemu. W dwóch kryminałach napisanych wspólnie z Mariuszem Czubajem czytelnicy śledzili losy Jarosława Patera. Cechą charakterystyczną jego pisarstwa nie są jednak tylko wielowymiarowi, niejednoznaczni bohaterowie, charyzmatyczni policjanci, ale też opisane z detalami miasta, w których działają – Breslau-Wrocław, Lwów i Trójmiasto. Dzięki kryminałom retro wielu czytelników „odkryło” Wrocław, czego świadectwem są przewodniki po tym mieście śladami Eberharda Mocka i tytuł Ambasadora Miasta Wrocławia dla autora. Jeśliby ktoś mnie prosił o ogólną charakterystykę książek Marka Krajewskiego, to powiedziałbym, że to czarne kryminały retro. Jego bohaterowie mają swoje problemy, są omylni. Nie można o nich powiedzieć, że są postaciami jednoznacznie pozytywnymi, aczkolwiek czytelnicy muszą czuć do nich sympatię. Świat przedstawiany przez pisarza jest czarny, pełno w nim zła, dewiacji, patologii. Policjanci poszukują sprawców drastycznych, okrutnych zbrodni. Jego najnowsza książka, która pojawiła się w księgarniach „W otchłani mroku” opowiada o śledztwie Edwarda Popielskiego w powojennym Wrocławiu. Akcja rozgrywa się w kilku okresach chronologicznych w 1991, 1989, 2012 oraz głównie w 1946 r. Do komisarza Popielskiego zwraca się z prośbą o wykrycie konfidenta w podziemnym gimnazjum klasycznym (Gymnasium Subterraneum) profesor Stefanus. Wydawałoby się proste zadanie komplikuje się. W mieście grasuje szajka dezerterów z armii radzieckiej, którzy są gwałcicielami i mordercami. Edward Popielski jest 60–letnim byłym komisarzem lwowskiej policji po przejściach. W czasie wojny walczył w szeregach Armii Krajowej. We Wrocławiu mieszkał z chorą kuzynką Leokadią Tchorznicką. W mieście instalowane są nowe komunistyczne władze. Konspiracyjne klasyczne gimnazjum, które powstaje w odpowiedzi na panoszenie się w edukacji marksizmu jest inwigilowane jest za pomocą agentury UB. Poniemieckie miasto nosi ślady niedawnych działań wojennych. Rozwija się szabrownictwo i patologie. Chciałoby się powiedzieć – jak to u Krajewskiego. Panoszy się armia radziecka, komuniści i NKWD. W takich warunkach dochodzi do zbrodni. Popielski poszukuje agenta wśród uczniów gimnazjum i gwałcicieli - morderców. Śledztwo z 1946 r. ma jednak swoje powiązania z wydarzeniami we współczesności. Z opisu mogłoby wynikać, że mamy do czynienia jedynie ze standardowym kryminałem. Marek Krajewski dodał do zagadki kryminalnej sprzed lat jeszcze spór między filozofami i ich poglądami na istotę zła. Autor starał się więc przy okazji rozrywki „przemycić” głębsze treści. W najnowszej książce Andrzej Krajewski zastosował motyw, który bardzo cenię w tego rodzaju literaturze. Chodzi o motyw zbrodni sprzed lat, która ma wpływ na współczesność. Dzięki temu zabiegowi czarny kryminał retro jest powiązany z dniem dzisiejszym. Krajewski mógł zatem dotknąć także kwestii związanych z rozliczeniem komunizmu. Wszystko to jest bardzo sprawne i ciekawe. Ale jaki jest ostateczny efekt? Przeskoki w chronologii są skonstruowane bardzo sprawnie. Czytelnik nie ma problemu z poszczególnymi wątkami. Przejście do realiów powojennego Wrocławia jest bardzo naturalne. Sama intryga jednak mnie rozczarowała. W książkach Krajewskiego zawsze uważałem opisy za lepsze niż sam wątek kryminalny. Od razu przyznam się, że bardziej przypadła mi do gustu postać Eberharda Mocka. Bardzo cenię opisy Breslau i realiów przedstawionych w książkach o niemieckim policjancie. Podkreślam, że ważniejsza dla mnie była atmosfera tych książek, opisy, detale, a nie intryga kryminalna. Może to efekt świeżości tych powieści. Późniejsze powieści w realiach Lwowa już mnie nie przekonywały. Muszę stwierdzić, że „W otchłani mroku” intryga jest dość wydumana, a opisy powojennego polskiego Wrocławia robią na mnie mniejsze wrażenie niż niemieckiego. Może to właśnie prusko-niemiecka atmosfera Breslau bardziej odpowiada mi jako tło śledztw Mocka. Odnoszę wrażenie, że w opisach autor był bardziej staranny i wiarygodny. Nie podoba mi się też przedstawienie dysputy filozoficznej powiązane z wątkiem kryminalnym. Pozostanę jednak fanem Eberharda Mocka.