"Nie święci garnki lepią" recenzja książki "Skandaliści w koronach"

Kategoria: Literatura

Autor: Paweł Głuszek

Data publikacji: 2014-11-16

A a

 

Skandaliści w koronach

Andrzej Zieliński

ISBN: 978-83-7839-549-2

Format: 142 mm x 202 mm

Liczba stron: 256

 

„Skandaliści w koronach” Andrzeja Zielińskiego burzy obraz idealnej historii Polski. Autor pisze o łotrach, rozpustnikach i głupcach na polskim tronie, o ludziach którzy kupczyli krajem, gwałcili, mordowali i dopuszczali się wielu innych „czynów karalnych”. Ale czy książka wydana przez wydawnictwo „Prószyński i Spółka” jest czymś nowym, przełomowym jeśli idzie o historię Polski? Czy Autor odkrywa nowe, nieznane dotąd fakty z przeszłości naszego kraju?

Zacząć trzeba od autora, znanego dziennikarza i historyka, który napisał już szereg książek na temat historii Polski. „Skandaliści w koronach” to kolejna pozycja w dorobku tego publicysty i popularyzatora przeszłości. Książka Zielińskiego zrywa z obrazem idealnej Polski i Polaków. Przedstawia władców naszego kraju jako zwykłych, przeciętnych, a często nikczemnych ludzi skorych do najohydniejszych zbrodni, spisków, zdrad i morderstw. Zieliński dowodzi, że polska rzeczywistość nie była wcale taka „różowa” jak malują ją podręczniki do historii.

Nie miejsce tutaj, aby opisywać o czym jest książka. Wystarczy wspomnieć, że znajdziemy w niej opowieść o Bolesławie Chrobrym gwałcicielu, zdrajcy Bolesławie Krzywoustym – władcy słabym i nijakim, historię o Kazimierzu Wielkim, czyli bigamiście i rozpustniku, historię o Jagiellonach umierających na syfilis, opowieść o Henryku Walezym transwestycie i Stanisławie Leszczyńskim sprzedawczyku Polski. Ale to nie wszystko. To tylko część tego, o czym pisze Zieliński. W jego pracy są więc wątki kryminalne, obyczajowe i miłosne. Pełno tu wiarołomstwa, zdrad, kupowania koron, sprzedawania całych ziem będących częściami Polski, mnóstwo klątw kościelnych, gwałtów, seksualnych ekscesów, jest też zemsta, choroby weneryczne, łapówki, bratobójstwo, trucizny, okrucieństwo, homoseksualizm oraz wiele, wiele innych „atrakcji”. Autor rozprawia się z mitem polskiej historii i naszych władców, skutecznie ich odbrązawia. Dostaje się nie tylko królom, ale i kobietom w ich otoczeniu oraz hierarchom kościelnym. Wszystkim po równo.

Wydaje się, że przepis na książkę jest nieskomplikowany i w swej prostocie znakomity. Tyle, że Zieliński nie odkrywa w swojej pracy nic nowego. Fakty o których pisze są powszechnie znane historykom i tym, którzy interesują się przeszłością Polski. Tematyka książki i jej zawartość nie wywołują więc skandalu tak jak czynili to nasi władcy w przeszłości. Nie znaczy to jednak, że praca Zielińskiego jest bezwartościowa. Wprost przeciwnie. Autor w sprawny i profesjonalny sposób pokazuje świat z przeszłości, bez upiększania i barwnych, często kłamliwych stwierdzeń, które wypełniają nasze podręczniki do historii. Zieliński przedstawia drugą stronę historii, tę brzydsza, gorszą, wstydliwą, którą historycy starają się ukryć przed czytelnikami i o której podręczniki do historii milczą. Autor ukazuje prawdziwe oblicze historii i ludzi, którzy ja tworzyli. To obraz pełen przemocy, cierpienia, niesprawiedliwości, zła. Tego nie ma w oficjalnej wersji historii, która jest przeznaczona dla społeczeństwa, która buduje tożsamość narodową i spełnia rolę spoiwa społecznego. Chwała więc Zielińskiemu za to, że z otchłani historii wyciągnął na światło dzienne ciemne sprawki i grzeszki naszych przodków, ujawnił je i w ciekawy, niebanalny sposób przedstawił.

Praca Zielińskiego nie jest niestety pozbawiona wad. Jest ich sporo i to jest jej największy mankament. Nie sposób wymienić wszystkich, ale oto kilka przykładów: autor opisując obowiązki ludności wobec władców za pierwszych Piastów puszcza wodze fantazji wymieniając takie obowiązki jak np.: „odwóz” (s. 29). Cóż to takiego? Twierdzi też, że za czasów Chrobrego na ziemiach polskich dobrze miał się, obok Kościoła rzymskiego (katolickiego), Kościół wschodni (bizantyjski) i słowiański tzw. Cyrylo-metodiański. Rozumiem, że to hipoteza Autora, a nie pewnik (s. 28)… Idąc dalej, czytamy, że Władysław II chcąc zdjąć z siebie klątwę nałożoną nań przez arcybiskupa Jakuba ze Żnina, udał się na II wyprawę krzyżową (s. 68). To też jest hipoteza, a nie pewnik. Jednak dla Zielińskiego to informacja pewna. Zapomina on też, że to nie klątwa arcybiskupa była jedyną i główną przyczyną wygnania Władysława z Polski. Co najmniej „niecodzienne” jest z kolei twierdzenie (s. 70) o tym, iż w Polsce nigdy nie było interwencji cesarza Fryderyka Barbarossy w obronie senioratu Władysława II. Pozostawiam to bez komentarza…

To tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów, które można by mnożyć. Dla autora Warneńczyk jest homoseksualistą, bo tak napisał Długosz… tyle, że kronikarz nigdzie tego dosłownie nie napisał. Inni zresztą też. Za to Zieliński napisał. Podsumowując: autor naciąga historię jak tylko może, całkiem niepotrzebnie goni za sensacją i próbuje koloryzować, ubarwiać przeszłość, nadinterpretuje fakty, dopowiada to, czego nie wiadomo, dopasowuje wydarzenia do swoich tez. Nie pisze „być może”, „prawdopodobnie” tam, gdzie powinien to robić, ale autorytatywnie stwierdza, że „tak, a tak było”. Czasami historia w wydaniu Zielińskiego staje się fantastyką historyczną. Jeśli autor chciał odbrązowić historię, obalić mity, to przesadził i sam w niektórych momentach zaczął tworzyć nowe mity. Niestety, momentami autor zaczął w swojej opowieści o przeszłości ocierać się o plotkę i tabloidyzować historię. Szkoda, że nie potrafił bardziej trzymać się faktów.

I jeszcze jedna uwaga. „Skandaliści w koronach” to oczywiście nie jest książka naukowa, ale to, że piszemy książkę popularnonaukową, publicystyczną nie uprawnia nas do tego, aby zmyślać historię, naginać fakty, przeinaczać je lub przemilczać, bo tak nam wygodniej, bo to pasuje do naszej wizji historii. Trzeba o tym pamiętać. Są fragmenty w tej pracy, w których autor zapomniał o tych zasadach.

Książka napisana jest lekkim i prostym językiem. Czyta się ją szybko i z przyjemnością. Jest sprawnie napisana i z pewnością trafi w gusta wielu czytelników. Publicystyczny, dziennikarski styl Zielińskiego kolejny raz sprawdza się znakomicie. To dobra rozrywka z walorami poznawczymi, chociaż nie edukacyjnymi. To raczej lektura dodatkowa, nadobowiązkowa dla tych, którzy minimum wiedzy historycznej już posiadają. Ot, ciekawostka, miły dodatek do rzetelnej i solidnej wiedzy.

Na zakończenie należy stwierdzić, iż praca Andrzeja Zielińskiego mimo, że nie wnosi nic nowego do historii i naszej wiedzy o niej oraz zawiera sporo błędów merytorycznych, jest świetną lekturą dla wszystkich spragnionych sensacji i emocji, również tych z przeszłości. Autor odbrązawia spiżowe postaci naszych królów i książąt czyniąc z nich zwykłych śmiertelników z ich wadami i ułomnościami. Książka może służyć jako uzupełnienie wiedzy, jej poszerzenie, ale w żadnym wypadku nie może być jej podstawą. Czytając „Skandalistów w koronach” trzeba cały czas pamiętać: to wersja historii publicysty, nie wszystko co tu jest napisane wyglądało tak w rzeczywistości, w wielu wypadkach to tylko domysły i interpretacje autora. Warto jednak sięgnąć po tę publikację, aby poznać historię od drugiej strony, tej ciekawszej, barwniejszej.