Wywiad z Elżbietą Cherezińską autorką książki

Wywiad z Elżbietą Cherezińską autorką książki "Harda"

Kategoria: Literatura

Autor: Antoni Hake

Data publikacji: 2016-06-23

A a

O historii mówi Pani z pasją i zaangażowaniem, czym zaskarbiła sobie Pani sympatię wielu czytelników. Skąd u teatrologa z wykształcenia wzięło się to zainteresowanie? Czy tematy historyczne były obecne w Pani domu, czy dopiero z czasem zaczęło rosnąć w Pani zamiłowanie do dziejów Polski?

To jedno z pytań na które nie znam odpowiedzi. Po prostu, jednych kręci wspinanie się, innych Liga Mistrzów, a mnie historia. Mój Ojciec lubił historię, kochał ją mój Dziadek, ale obaj w granicach normy. Zaś dla mnie każdy aspekt przeszłości jest jakimś intymnym spotkaniem z ludźmi, którzy żyli przed nami i to mnie niesłychanie ciekawi. Rzeczywistości przeszłe i światy przyszłe przenikają się a my dotykamy ich punktu stycznego, jakim jest tu i teraz, współczesność. Nie umiem o niej pisać, bo nie mam dystansu, więc piszę o przeszłości, która jest dla mnie barwnym, wyrazistym obrazem.

Nawiązała Pani kontakt z prof. Urbańczykiem, oraz innymi historycznymi ekspertami. Jak od strony metodologicznej przygotowuje się Pani do pisania swoich książek?

Och, nie wiem czy warto o tym mówić, to żmudna robota. Dużo kawy, sporo przekleństw a potem już z górki.

Pani najnowsza książka Harda opowiada historię córki Mieszka Świętosławy, która została wysłana do Szwecji dla przypieczętowania sojuszu z jej królem. Jak właściwie rysować kobiecą perspektywę w realiach świata średniowiecznego? Czy był on rzeczywiście tak silnie zmaskulinizowany jak wydaje się  to w powszechnym mniemaniu?

Był, choć tak naprawdę, w odniesieniu do czasów Mieszka i Świętosławy nie wiemy jak bardzo, bo brak nam źródeł pisanych do naszych dziejów, które opisałyby coś więcej poza rejestracją faktów. Mamy natomiast źródła do historii Skandynawii, wiemy, jak wyglądała sytuacja prawna tamtejszych kobiet i dodam, że nie była zła. Możemy oczywiście ubolewać, że kobieta potrzebowała męskiego reprezentanta (męża, ojca, brata, syna), ale liczne przykłady znanych dam pokazują nam, jak świetnie dawały sobie radę. W czasach Świętosławy kobiety skandynawskie były wielkimi posiadaczkami ziemskimi, współudziałowcami w dalekich wyprawach odkrywczych i wpływały na losy krajów. W Europie cesarstwem rządziły dwie cesarzowe wdowy - Teofano i Adelajda (synowa i teściowa, nieźle ze sobą skłócone). Zgodnie z przekazem sag islandzkich, to królowa Sigrida Storrada doprowadziła do "bitwych trzech królów" w roku 1000, bitwy, która zmieniła geopolityczną sytuację Skandynawii. Sigrida Storrada, czyli... Świętosława.

Wydawać by się mogło, że współczesnemu odbiorcy łatwiej będzie się utożsamić z żołnierzami NSZ, o których traktuje Legion - jedna z najbardziej głośnych Pani książek, niż z żyjącym 1000 lat temu Bolesławem Chrobrym. Czy motywacje tego typu pomnikowych postaci mogą być zrozumiałe dla człowieka XXI w.? W jaki sposób budować w wiarygodnego pod względem emocji i charakteru człowieka wieków średnich, będąc skazanym na źródła historyczne?

Po pierwsze, nie należy tych źródeł lekceważyć. Trzeba podejść do nich z szacunkiem a "zaczną mówić". Pokażę to Państwu na przykładzie króla Przemysła II. Czarna legenda obarczyła go współudziałem w śmierci jego pierwszej żony, Lukardis (Ludgardy) a powodem mordu miała być jej bezpłodność. Ale z kronik dowiadujemy się, iż drugą żonę, Rikissę (Ryksę) obdarzył głębokim uczuciem, bo po jej śmierci (był już wtedy po raz trzeci żonaty) ustanowił altarię, fundację której zadaniem była modlitwa za zmarłą "aż do końca świata". I prosił, by pochowano ich razem (tak uczyniono). Swego notariusza, Tylona, który sprowadził Rikissę ze Szwecji, obdarował za to nad wyraz hojnie, choć o żadnym sojuszu ze Szwecją mowy w przypadku tego związku nie było. Wiemy również, że pierwszą bitwę stoczył jako 16latek i "wyrżnął obrońców grodu", który nie chciał mu się poddać. Dorobiono mu więc gębę okrutnika, zapominając, iż on po prostu zrobił to, co było standardem epoki. W średniowieczu to było normalne, zdobywając gród, dawało się obrońcom trzy szanse na poddanie i oni świetnie wiedzieli, że jeśli ich nie wykorzystają i przegrają, zostaną wycięci w pień. Poza tym śledząc jego dzieje, poza tą pierwszą bitwą, widać głównie chęć koncyliacyjnej a nie brutalnej polityki. Pomyślałam sobie: czy facet, który obdarzył kobietę (drugą żonę) tak gorącym uczuciem, że przetrwało śmierć, byłby zdolny do morderstwa pierwszej? I odpowiedziałam "nie", to się psychologicznie kupy nie trzyma. Podparłam się też sylwetką ich wspólnej córki, jednej z najniezwyklejszych kobiet epoki, królowej Polski i Czech Ryksy - Elżbiety. Dziecko nie wyrasta znikąd. Skądś czerpie wzór. Składałam te odpryski źródeł, by stworzyć mężczyznę z krwi i kości, o którym historia zapomniała, a który z całą pewnością na pamięć zasługiwał. To oczywiście mocno skrócona wersja konstrukcji. Wracając do pytania - ludzie średniowiecza różnili się od nas bardzo. Nie wymieniali informacji w takim tempie jak my, zaspokojenie codziennych potrzeb wymagało od nich o wiele więcej wysiłków, bo woda nie płynęła z kranu a gaz i prąd z kuchenki. Nie mieli USG i tomografu, które zdiagnozują chorobę, której nie widać gołym okiem. I jednocześnie mieli takie same potrzeby - miłości, sławy, godności, władzy, bogactwa a to wszystko czyni nas krewnymi, przedstawicielami jednego gatunku.

Ostatnio można zauważyć wzmożone zainteresowanie historią, szczególnie u młodszego pokolenia. Przejawia się to również w popularności seriali telewizyjnych, takich jak Czas Honoru, czy Wikingowie. Historia rozbicia dzielnicowego, o którym opowiada Korona śniegu i krwi to w zasadzie gotowy pomysł na serial. Czy nie myślała Pani o napisaniu scenariusza? A może pojawiały się już jakieś propozycje?

 To skomplikowane;)