Wywiad z Nikodemem Pałaszem autorem kryminału

Wywiad z Nikodemem Pałaszem autorem kryminału "Sam na sam ze śmiercią"

Kategoria: Literatura

Autor: Emilia Teofila Nowak

Data publikacji: 2015-04-19

A a

palasz-ad-1

 

 

Jak to się stało, że od sportu przeszedłeś do pisania? Kiedy pojawił się ten pierwszy moment, że stwierdziłeś, że musisz pisać? I dlaczego postawiłeś na kryminał?

Odpowiedź jest prosta, a zarazem złożona. Po kilku latach pracy w sporcie chciałem powiedzieć o problemach i patologiach, które trawią różne dyscypliny. Raczej mało ludzi tak naprawdę chce o tym opowiadać. Ciekawiło mnie również, jakie będą reakcje. Reakcje kibiców, osób uwikłanych w nieczystą grę, samych zawodników. Oczywiście moja książka jest fikcją, ale opisuję w niej procesy, które są rzeczywiste i naprawdę są problemami współczesnego sportu. Stwierdziłem, że kryminał będzie do tego najodpowiedniejszą formą, bo daje dużo swobody, a z drugiej strony jest to uporządkowana struktura. Ciężko byłoby mi, tak myślę, zacząć od powieści obyczajowej, opisać życie jakiegoś tenisisty… Wolałem coś, co z góry zapewni mi sztywny szkielet: morderstwo, śledztwo, rozwiązanie. Kiedy już wymyśliłem intrygę, która umożliwiła mi pokazanie brudów współczesnego tenisa zawodowego, wkręciłem się w kryminały. Pod koniec pisania „Brudnej gry” zacząłem czytać sporo książek z tego gatunku.

Dopiero wtedy? Czyli nie od początku byłeś fanem kryminałów?

Nie, czytałem wcześniej masę innych rzeczy. Przeczytałem w życiu kilkanaście kryminałów, ale to nie było coś, co było moją pasją. Wiele lat temu fascynowały mnie książki Marka Krajewskiego. Interesują mnie filmy i seriale kryminalne, przeróżne. Stamtąd czerpałem wiedzę i inspirację do tworzenia postaci czy do budowania intrygi.

Te filmowe zainteresowania widać chyba głównie w przypadku postaci Wiktora Wolskiego. To nie jest taki typowy polski policjant-służbista, tylko raczej amerykański glina. Jak wyglądał proces kreacji głównego bohatera serii?

To, co ja chciałem pokazać, tworząc tę postać, to podobieństwo do Brudnego Harry’ego, co udało się dostrzec jednemu z czytelników „Brudnej gry”. W „Sam na sam ze śmiercią” ktoś z kolei wychwycił, że Wolski przypomina Bryana Millsa z filmu „Uprowadzona”. Takie spostrzeżenia są świetne, bo Wolski ma być właśnie zlepkiem takich filmowych postaci. Jest trochę jak Columbo, trochę jak Patrick Jane z „Mentalisty”, a przede wszystkim jak Harry Callahan i Bryan Mills. W pierwszej części nieco spokojniejszy, w drugiej mocniej sfrustrowany, bardziej mroczny, znerwicowany, przekraczający różne granice. Jeżeli powstanie trzecia część, Wolski znów będzie trochę inny. Ma się zmieniać z książki na książkę. Tak naprawdę jednak eksperymentuję. „Sam na sam ze śmiercią” to moja druga książka. Ciągle uczę się nowych rzeczy, szlifuję warsztat. Część rzeczy wychodzi mi z premedytacją, a część z przypadku, jeśli chodzi o tworzenie tej postaci. Staram się, żeby było tak, jak sobie zaplanuję, ale nie zawsze tak wychodzi.

Mówi się nie bez powodu, że postaci w końcu zaczynają żyć własnym życiem na kartach papieru.

Zaczynają też żyć własnym życiem w rękach czytelników.

Dokładnie tak. A jak w ogóle wygląda w Twoim przypadku proces twórczy? Czy piszesz, kiedy masz wenę, kiedy po prostu czujesz, że chcesz pisać, czy też masz wyznaczony czas w środku dnia, wyznaczony właśnie na pisanie i wiesz, że musisz go na tę czynność spożytkować?

Mam czas przeznaczony na pisanie, w tym przypadku od stycznia do kwietnia, więc siedziałem nad tekstem non-stop. Wyznaczam sobie po prostu dane godziny, w trakcie których mogę pisać, więc piszę. Jeśli jakiś wątek zaczyna się ciekawie rozwijać, to może nie nazwałbym tego weną, ale poczuciem klimatu. Wówczas nieco wydłużam ten czas, aż skończę konkretny fragment. Im bliżej końca pisania, tym człowiek bardziej w to zajęcie wnika. Może to oznaczać nawet dziesięć godzin pisania przez kilka dni pod rząd. Z zasady jednak trzymam się grafiku.

Czy spośród bohaterów, których wykreowałeś, masz swojego ulubionego?

Trudne pytanie. Chyba nie.

Co powiesz o Wolskim? Ma dużo z ciebie? Często zdarza się, że pisarze nadają swoim głównym bohaterom mimowolnie całkiem sporo swoich własnych cech. Czasem naprawdę trudno z tym walczyć.

Nie, Wolski jest raczej moim dokładnym przeciwieństwem, jeśli chodzi o jego charakter. Zdarza mi się czasem wpleść coś prywatnego, na przykład wzmiankę, że otacza się starymi meblami, które ja też lubię. W "Sam na sam ze śmiercią" słucha The Sisters of Mercy. Ja teraz tego nie słucham, ale kiedyś słuchałem. W liceum chyba, a może na studiach. Nie pamiętam dokładnie. W "Brudnej grze" Wolski słuchał Beatlesów. Mam co prawda w iPhonie sporo kawałków Beatlesów, ale nie słucham za często. Wiele rzeczy jest wymyślonych, a już na pewno, jeśli chodzi o zachowanie. Wolski ma w sobie dużo agresji, dąży do celu po trupach, nie panuje nad emocjami… Tak, to kompletne przeciwieństwo mnie.

Cały czas mam przekonanie, że Wolski to bohater bardzo sztampowy, jak sam mówiłeś – zlepek wielu postaci. Co mogłoby go wyróżnić spośród innych postaci kryminałów? Co jest w nim takiego szczególnego, magnetyzującego?

Różnie można do tego podchodzić. Mnie osobiście bardzo podoba się jego bliski związek z Warszawą, jego miastem. Pisząc, zaczynałem odnajdować własne miejsca, z którymi wiązały się jakieś wspomnienia sprzed lat. Z podstawówki, z liceum… I trochę niezamierzenie, takich miejsc sporo się w pojawiło w tekście. Jak policzyłem to chyba po kilkanaście w każdej książce. Można tam pójść z lekturą jak z przewodnikiem i odwiedzić miejsca w Warszawie, których raczej nie ma w przewodnikach. Wolski jest do tych przestrzeni jakby przyklejony. Wraca z Hagi i czuje, że Warszawa to jego miasto. Ja zaś nie mam aż takiego mocnego związku z Warszawą. Całe życie tam mieszkałem, ale kilka lat temu się wyprowadziłem. I nie tęsknię. No może troszkę, za klimatem miasta, ale nie samą Warszawą. Wolskiego może wyróżniać też jego niejednoznaczność. Potrafi też być człowiekiem ciepłym, choćby w relacjach z Leną, która chyba coś do niego wciąż czuje – to się wyjaśni może w trzeciej części…

Moja intuicja podpowiada mi, że chyba faktycznie jest między nimi coś poważnego.

Też tak mi się wydaje. Z drugiej strony natomiast jego przeszłość, to, że jego rodzina została najprawdopodobniej zamordowana – co też się powinno wkrótce wyjaśnić – sprawia, że nie potrafi się zaangażować w nową relację. Przede wszystkim żyje po to, by rozwiązać zagadkę z przeszłości. W ogóle Wolski kojarzy mi się trochę z Don Kichotem, do którego nawiązuję w "Brudnej grze". On jakby cały czas walczył z wiatrakami. Jego przełożony, a zarazem przyjaciel, nie raz mu to zarzuca i sugeruje żeby przestał żyć wyimaginowanym światem i zszedł na ziemię. Wolski jest pozlepiany z różnych części i każdy chyba może coś ciekawego w nim odnaleźć. On się też zmienia. W drugiej części jest inny niż w pierwszej, a w trzeciej też się trochę zmieni. Może będzie miał przy sobie kobietę na stałe i to tak będzie na niego rzutować.

A następna część będzie związana z boksem? Takie można już usłyszeć pogłoski.

Nie jest to przesądzone. Taką plotkę puściłem w mediach.

O nie, dałam się złapać w pułapkę!

Dałaś się złapać. To nie jest przesądzone. Nie wiem jeszcze. Dziesięć procent szans, że będzie to boks, ale może coś innego.

Słyszałam jeszcze, że podobno masz tyle inspiracji, że ze spokojem mogłoby się jeszcze ukazać co najmniej pięć tomów przygód Wiktora Wolskiego. Mogę na to liczyć, czy to też pułapka?

Inspiracji faktycznie jest sporo, bo dużo się dzieje w sporcie. Sport jest świetny do opisywania. Tu się mieszczą różne historie, są emocje, przeżycia. Jest wszystko... I zazdrość, i miłość, i morderstwo, i parcie po trupach do zwycięstwa, i ludzkie słabości, ich pokonywanie… Do tego korupcja, doping, nieuczciwa gra – dużo wątków idealnych do stworzenia kryminałów. Trudno mi powiedzieć, ile książek będzie. Może trzecia będzie ostatnia? Ale jeszcze nie wiem, czy w życiu zamierzam pisać kryminały. Jestem w takim momencie, że bardzo mocno się nad tym zastanawiam i jeszcze trochę czasu musi upłynąć, bym podjął decyzję. To wciąż są moje eksperymenty, ciągłe poszukiwanie. Jestem na pewno uzależniony od pisania, ale to tylko hobby. Oczywiście mocno się w to angażuję, robię tak dobrze, jak tylko mogę, lecz nie jestem w stanie powiedzieć, jak długo będzie to trwać.

A czujesz się bardziej autorem, czy już pisarzem?

To zależy od tego, jak jestem przedstawiany. Jeśli jestem przedstawiany jako pisarz – to super! Ale jeśli jako autor, to też fajnie, nie mam kompleksów ani ambicji z tym związanych. Nie wiem też do końca, czy to ma aż takie znaczenie. W końcu nawet wielcy pisarze twierdzili, że są autorami. Najważniejsze, że moja córka mówi o mnie, że jestem pisarzem. Fajne jest to, że mogę pisać i mam wydawcę, który chce to publikować, i nawet motywuje mnie, żebym tworzył kolejne rzeczy. A czy ktoś nazwie mnie pisarzem, autorem, twórcą, gryzipórkiem czy skrybą nie ma dla mnie większego znaczenia.

Winszuję. A za dwadzieścia lat, jak się widzisz? Chciałbyś być postrzegany bardziej jako osoba związana ze światem sportu czy literatury?

Chciałbym się postrzegać jako osobę związaną z pisaniem. Dwadzieścia lat – to może być dwadzieścia kolejnych książek.

Tego bym Ci życzyła!

Fajnie by było. Ale jeśli się tak nie stanie, nie będzie tragedii. Ze sportu też przecież nie uciekam. No, może trochę. Gdybym na przykład miał znaczący wpływ na funkcjonowanie któregoś ze związków sportowych w Polsce, to mógłbym zrobić dużo fajnych rzeczy. I wtedy, jak najbardziej, widzę się jako taką osobę. Chodzi o to, żeby coś zmienić w sporcie. Widzę dużo tam dużo problemów i uważam, że można by z grupą aktywnych ludzi naprawdę zrobić coś dobrego. Bo niestety w wielu polskich związkach sportowych tkwimy jeszcze w fatalnej, PRL-owskiej mentalności. A może ani to, ani to? Ani sport ani pisanie. Pomysłów i planów mam sporo, część z nich już realizuję.

A wracając do literatury... mamy realia takie, jakie mamy. Jeśli chciałbym poświęcić się całkowicie pisaniu, byłby to skok z naprawdę wysokiej skały. Muszę przecież prowadzić firmę i zarabiać, bo po skoku na dole mogą być równie dobrze tafla błękitnej wody, jak i ostre skały. Może za kilka lat będę na to gotów.

Życzę sobie, żebyśmy spotkali się za kilka lat i mieli okazję porozmawiania na temat Twojej twórczości. I ewentualnych skoków. Bardzo dziękuję za serdeczne odpowiedzi.

Również bardzo dziękuję.

Nikodem Pałasz i Emilia Teofila Nowak