"Bakshish" w Blue Note-relacja

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Tomasz Katolik; zdjęcia: Karol Cichoński

Data publikacji: 2014-03-23

A a

Piątkowy koncert zespołu Bakshish w klubie Blue Note, zebrał dość liczną (aczkolwiek ścisku nie było), spragnioną brzmień reggae publiczność. Spod sceny usunięto stoliki i krzesła spodziewając się, że stateczny klub może tym razem być miejscem większego entuzjazmu i ekspresji niż dzieje się to zazwyczaj. Założenie organizatorów było słuszne – muzyka w wykonaniu tej bardzo zasłużonej grupy rozruszała zgromadzonych w rytmie reggae. Muszę przyznać, że słuchając wykonywanych kompozycji miałem wrażenie, że stylistyka reggae jest często tylko punktem wyjścia, czy też bazą do uzyskiwania brzmień i nastojów bliższych jazzu fusion, a z tradycji został już tylko charakterystyczny rytm. Już sam skład zespołu oraz aranżacja odbiegała od  tego czego spodziewamy się idąc na koncert reggae. Brak bowiem sekcji dętej, pozbawia niestety słuchacza, tych świetnych, osadzonych we wszechobecnym rytmie, zagrywek oraz harmonii dęciaków. Nic to jednak, rzeczywiście Bakshish gra bez dęciaków, ale rekompensuje ten brak świetnie posługując się elektroniką – w składzie były bowiem, prócz gitar elektrycznych, basu i perkusji, aż dwa  keyboardy wzbogacające brzmienie o różne „pieszczące uszy” efekty. Grali więc nowocześnie i dynamicznie, łamiąc czasami rytm w niemal jazzrockowych zagrywkach, wykazując duże zgranie i umiejętności techniczne.

 Tyle jeżeli chodzi o instrumentalistów, chciałbym teraz powiedzieć kilka słów o założycielu tej bardzo dobrej formacji – wokaliście Jarku Kowalczyku. Zaśpiewał tak, że nikt nie miał wątpliwości co do tego, że jest w wysokiej formie.  Mając możliwość posłuchać i popatrzeć na jego dokonania podczas koncertu, przyszło mi do głowy, że „czas się go nie ima” i jeszcze wiele lat udanej twórczości przed nim. Widziałem bowiem i entuzjazm, i niewątpliwe oddanie muzyce. Należy więc życzyć takim wykonawcom tego, aby kultywowali w dalszym ciągu to co nazywa się dobrą muzyką (ku radości naszych uszu), ponieważ nie stylistyka się liczy, ale kunszt i zaangażowanie. Choć z drugiej strony pamiętam czasy łaskawsze w naszym kraju dla reggae – dzisiaj niestety jest nieco zapomniane, mam jednak nadzieję, że wróci do łask szerszej publiczności. Radzę zatem zapoznać się z najnowszym wydawnictwem grupy Bakshish, osobliwie zatytułowanym: ?4-I-VER?

 

Galeria