Gordon Haskell w klubie Blue Note - relacja

Gordon Haskell w klubie Blue Note - relacja

Kategoria: Muzyka

Autor: Tomasz Katolik

Data publikacji: 2013-10-14

A a

I’m sixty seven, wyznał Gordon Haskell podczas koncertu 10 pażdziernika w poznańskim klubie Blue Note. Gdyby tego nie zrobił, nikt z obecnych nie uwierzyłby, prócz tych oczywiście, którzy wcześniej zajrzeli mu w metrykę. Jest to wykonawca tak pełen energii i humoru – sypiący dowcipami, że od pierwszych chwil występu nie zaistniało nawet przez moment zjawisko zwane barierą między sceną a publicznością. Atmosfera już po pierwszym żarcie Gordona, kiedy to gitara zaczęła „sprzęgać” z mikrofonem, (powiedział, że to nie jego komórka) zapowiadała się na luźną i rozrywkową. Repertuar, który zaproponował wpisał się w oczekiwania publiczności, ponieważ po każdej piosence otrzymywał zasłużone owacje. Muzykowi śpiewającemu i grającemu na gitarze akustycznej towarzyszyło dwóch kompetentnych kolegów. Grający na gitarze elektrycznej Damian Kurasz, którego przedstawił jako swojego przyjaciela i saksofonista Maciej Kociński, który zagrał również na „drobnicy” perkusyjnej. Dominowały więc akustyczne brzmienia, od czasu do czasu ubarwione solówką gitary elektrycznej, co od razu podgrzewało atmosferę. Większość półtoragodzinnego setu wypełniły kompozycje autorskie: balladowe, refleksyjne, dzięki improwizującemu saksofonowi mające posmak lekko jazzowy, czasami w melodyce ocierające się o bossa novę, bluesa czy nawet country. Jednak to, co stanowi o największej sile tej muzyki, to oczywiście głos samego Gordona Haskella, mocny, o przyjemnym brzmieniu, czasami z lekką chrypką. Wszyscy zebrani, wypełniający dość tłocznie klub, oczekiwali zapewne, że pojawią się utwory z najbardziej popularnego wydawnictwa artysty : „Harry's Bar”,




jakoż tak się stało. Zabrzmiało kilka piosenek z tego albumu, a bardzo miłą dla ucha „How Wonderful You Are” artysta zadedykował poznańskiej publiczności w podzięce za gorące i owacyjne przyjęcie.

Dodatkowym atutem koncertu, docenionym jak najbardziej przez publiczność, były klasyczne „evergreeny” wykonane z sercem przez muzyków, i jak się domyślili słuchacze, należące do ulubionych Gordona. Zagrali więc: „Girl From Ipanema” Antonio Carlosa Jobima, „Sensitive Kind” J.J. Cale’a, “Ain't No Sunshine” Billa Withersa czy w końcu “C'est la vie” Chucka Berry’ego, podczas którego wykonywania Gordon zaczął naśladować „kaczy chód”  giganta Rock’n’Rolla. (w ramach kolejnego żartu). Na bis artysta wykonał jeszcze raz „How Wonderful You Are” mówiąc, że wspaniale czuje się w Poznaniu, bo też poznańska publiczność przyjęła go bardzo ciepło. Trudno zresztą wyobrazić sobie inny odbiór tego występu – bezpretensjonalna, przyjemna muzyka wykonana przez jednego z najsympatyczniejszych twórców w branży muzycznej.