Imperium znokautowało, czyli Vader rozniósł Poznań

Imperium znokautowało, czyli Vader rozniósł Poznań

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Edgar Hein; zdjęcia: Michał Cybula

Data publikacji: 2014-09-15

A a

Wszystko wyglądało tak, jak wyglądać miało. Suporty pokazały klasę, publika dopisała, gwiazda oczarowała. Jednak - po kolei. Przed godziną 19. przechodząc w okolicach Eskulapa nie dało się nie zauważyć, że świat jakby poczerniał. Tłumy fanów mocnego grania kłębiły się pod klubem, ewentualnie odwiedzając pobliski sklep - pogoda sprzyjała przeciąganiu raczenia się złocistym płynem. Na pogodę można też zgonić, że wielu metalowców nie usłyszało przybyszów z Zachodniego Pomorza, zespołu Calm Hatchery. Miałem niegdyś przyjemność współorganizować ich koncert i jedno mogę zapewnić - niesamowicie pozytywni Panowie grający piekielnie dobrą muzykę. Nie sprawdziłem czy coś się zmieniło pod względem ich charakterów, ale muzycznie są jeszcze lepsi niż przed pięcioma laty. Potężna burza deathmetalowych dźwięków szybko zaganiała publiczność spod klub pod scenę. Krótki (trzydziestominutowy) set, acz treściwy w formie. Organizatorom pogratulować wyboru suportu! Po nieco przydługawej wymianie na scenie pojawili się muzycy z zespołu Vesania - dla niektórych prawdziwa polska super grupa. Zaskoczyli pozytywnie - wszystko było jak należy. Blackowe bicie, atmosfera przyprawiająca o dreszcze i scenografia - Heinrich w stroju bardzo jednoznacznie kojarzącym się z SSmanem, wszyscy wymalowani, w tle konik na biegunach, szumiący telewizor i lampa żywcem wyjęta z babcinego pokoju. Sala była już wypełniona, pod sceną młodzież moshowała i krzyczała, światła potęgowały odczucia grozy. Jednak Vesania mimo wszystko nie do końca pasowała do klimatu koncertu. Fakt, złamanie deathowego grania Calmów oraz Vadera mogło być orzeźwiające, jednak okazało się jedynie przerywnikiem przed głównym daniem. Publika doceniła artystów, jednak zachwytu nie było. Być może na innym koncercie, przed kimś innym Orion i spółka sprawdziliby się lepiej. Tutaj ich występ był świetny, jednak w całym zestawieniu nie obronił się. O 21.17 na scenie pojawili się Oni. Blitzkrieg tour w Poznaniu stał się rzeczywistością. Po świetnie przyjętym ostatnim albumie „Tibi et Igni” zgromadzona publiczność oczekiwała prawdziwej rzezi - otrzymali co chcieli. Buchnęły ognie, co niech będzie chwałą dla Artystów - metal bez ognia jest jak student bez kampanii wrześniowej. Vader pokazał, że mimo już blisko trzydziestu lat na scenie są młodzi duchem i cały czas komponują świetną muzykę. Nowe numery broniły się bezproblemowo w zestawieniu z klasycznymi kompozycjami zespołu. Jedyne czego mogło brakować to starego, dobrego moshu pod sceną. Niby była siła, była moc, był zachwyt, ale publiczność jakby delikatniejsza niż niegdyś. Parę jednak zakrwawionych twarzy można było zobaczyć - jeden z chłopaków zakończył koncert ze złamanym nosem, a podejrzenia sugerują, że został specjalnie tak potraktowany przez jakichś scenowych imbecyli co byłoby chyba największym zgrzytem całego koncertu. Wracając jednak do clou - Vader pokazał, że jest gwiazdą na skalę światową. Peter chętnie rozmawiał z publicznością, nadając jeszcze więcej dynamiki, ale i humoru występowi. Motyw z zimnymi ogniami wydobywającymi się jednocześnie z trzech gitar wywołał na sali słyszalne mimo wielkiej siły głośników głośne „Wow!”- jak widać odczucia wizualne są równie ważne dla Artystów. Po ponad godzinnym secie muzycy zabisowali i uciekli. Sala wyła - VADER! Takim ludziom należą się wielkie brawa - dzięki nim można być dumnym z polskiej muzyki.

Galeria