Iron Maiden- zespół know-how*

Iron Maiden- zespół know-how*

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Edgar Hein; zdjęcia: Karol Cichoński

Data publikacji: 2014-06-25

A a

Od godzin porannych w Poznaniu dawało wyczuć się pewne napięcie. Niezwykle wiele osób dyskutowało o tym, co wydarzyć się miało wieczorem na stadionie przy ulicy Bułgarskiej. Tym razem jednak rozmawiający nie mieli na sobie niebieskich koszulek piłkarskiego Lecha, lecz najczęściej czarne koszulki z logami trzech zespołów- Ghost, Slayer oraz Iron Maiden, z czego emblematy tego ostatniego dominowały w poznańskiej rzeczywistości. Gdy zjawiłem się przypadkowo w okolicach stadionu w południe szokować mogła już ilość fanów ciężkiego grania, najczęściej przyjezdnych. W ciągu najbliższych kilku godzin więcej osób zapytało mnie o drogę na stadion niż w przeciągu całego roku. Niech to chociażby pokaże jak wielkim wczorajszy koncert cieszył się nie tylko w Poznaniu, ale również w całym kraju! Bramy otwarto o godzinie 17 i stadion zaczął szybko się wypełniać. Nie oszukujmy się jednak- w momencie gdy na scenie zamontowali się Panowie z zespołu Ghost spora część fanów okupowała jeszcze okolice stadionu, z punktami zbiorczymi obok sklepu oraz baru. Cóż, rock’n’roll to nie rurki z kremem i wzmocnienie wielu się przydało, a co ważne mało było takich, którym ów wzmocnienie przerodziłoby się w totalne osłabienie- atmosfera święta muzyki wygrała. Zespół Ghost grał więc wśród tężejącego tłumu fanów raczej dwóch kolejnych zespołów. Trzeba przyznać, że wywiązali się idealnie ze swojego zadania- rozgrzali publikę odpowiednio, by na scenie mógł wejść zespół legenda. Kolejny koncert Slayera w Polsce potwierdził, że tego zespołu się nie słucha, ten zespół się wyznaje. Fanatyczni fani zespołu byli grupą wcale nie dużo mniej liczną od psychofanów „Ajronów”. Araya i spóła zagrali swoje największe szlagiery, jednak dla wielu było mało. Oczywista to sprawa, gdyż ten zespół spokojnie mógłby wypełnić parogodzinny set- publika zawsze byłaby głodna Slayera. Przez cały koncert za Panami widniało logo zespołu, jednak na ostatnim, kultowym „Angel of Death” tło zespołu zmieniło się, powodując ciarki na ciałach pewnie większości publiki. Wielka grafika ku czci zmarłego przed rokiem Jeffa Hannemana pokazała wszystkim, jak można oddać hołd zmarłemu Przyjacielowi z zespołu. Stylizowana na logo Heinekena (być może jeden z ulubionych napojów Jeffa- w końcu życie rock’n’rollowca zagnało go do grobu) płachta z jego imieniem i nazwiskiem oraz nazwą wykonywanego numeru była niesamowitym dopełnieniem cudnego koncertu. Za ten gest Slayer na pewno zyska jeszcze większe uznanie już nie za muzykę, lecz za sam fakt oddania hołdu zmarłemu. Nawet „Angel of death” zagrali jakby wścieklej, jakby z większym zaangażowaniem, chociaż wydaje się to niemożliwe. A może to tylko atmosfera spowodowała we mnie takie odczucia? Slayer, kurcze! O 21.00 rozpoczyna się apokalipsa. Bo o ile Slayer wyniósł poziom pod niebiosa, o tyle teraz niebiosa mogły być tylko podłogą dla bogów metalowego grania zespołu Iron Maiden. Na telebimach pojawia się lodowiec, muzyka leci jakby głośniej, wszyscy już kierują swoje oczy w kierunku trybuny Białasa, przed którą stoi scena. Bucha ogień. Stało się- „Maideni” po 28 latach wrócili do stolicy Wielkopolski! Bruce nie omieszkał oczywiście o tym wspomnieć, tak samo jak o weselu na którym zagrali w nieistniejącej już Adrii. Zaczęła się podróż, gdyż tak jak obiecali trzymający się w świetnej kondycji 60-latkowie zabrali nas w podróż po największych przebojach zespołu z lat 80-tych. Gdy widziałem biegającego po scenie Dickinsona, czy pozostałych członków zespołu myślałem wcale nie ironicznie- chciałbym mieć taką moc w sobie w ich wieku. Palce lizać! Atmosfera gęstniała wraz z kolejnym utworem, Panowie pięknie grali z publiką, poza stadionem ściemniało się coraz bardziej. Gdy „Ajroni” zagrali „Fear of the dark” emocje sięgnęły zenitu. Nic nie było w stanie popsuć atmosfery- ani nie najlepsze nagłośnienie, ani psujący się co chwila prawy ekran. Panowie zaczarowali Poznań i tylko po koncercie poza zachwytem słychać było ciche utyskiwanie- dlaczego tak krótko?! Jednak ponad półtoragodzinny set Brytyjczyków musiał się podobać. Oczywiście muzyka była na pierwszym planie, jednak panowie zadbali o każdy szczegół również sfery wizualnej. Edi zmieniał się, pojawiał, znikał. W najbardziej odpowiednich momentach buchały płomienie, efektu koncertowi dodawały fajerwerki. Słowem- było wszystko, co być powinno. 28 lat czekaliśmy na koncert Iron Maiden w Poznaniu, na dodatek w tak doborowym towarzystwie. Niech zatem drodzy czytelnicy wiara w Was nie ginie, że doczekacie ich kolejnego koncertu. Patrząc na formę wszystkich muzyków, szczególnie starszych Panów z Wielkiej Brytanii możemy być pewni, że pograją jeszcze bardzo długo!

Galeria