Jak skręcić kostkę i zostać gwiazdą koncertu...

Jak skręcić kostkę i zostać gwiazdą koncertu...

Kategoria: Muzyka

Autor: Edgar Hein

Data publikacji: 2014-09-23

A a

Niedziela upływała wszystkim raczej na oglądaniu największego od 40 lat sukcesu polskich siatkarzy jednak i Minoga pełna była fanów Nowozelandczyków. Co prawda nie zdążyłem na występ inowrocławian z Eraser Effect (z tego miejsca chciałbym podziękować poznańskiemu MPK za wypadające z trasy autobusy!), jednak sądząc po opowieściach zgromadzonej już całkiem licznie na ich koncercie publice można wnioskować, że dali radę. Wszyscy jednak czekali na gwiazdę, prawdziwych Gigantów z Antypodów. I praktycznie zgodnie z planem rozpoczęli. Wiele osób humorystycznie twierdziło, że po 10 minutach można już iść do domu- chłopaki zagrali dwa z trzech największych przebojów, czyli „Let it die” oraz „Death of you”. Panowie zyskiwali coraz lepszy kontakt z entuzjastycznie nastawioną publiką, która w co najmniej w połowie wypełniła Minogę. Na pewno Gigantom ułatwiało (ułatwiła) ?????? zadanie znajomość kilku polskich słów, które wywoływały salwy oklasków. Dodatkowo panowie wiedzieli, jak ważne wydarzenie ma właśnie miejsce w katowickim Spodku i nieraz nawiązywali między koncertami do finału siatkarskiego mundialu. Jednym z najzabawniejszych momentów była kontuzja fanki zespołu, która jednak nie mogła spodziewać się takiego obrotu sprawy - prawdziwa huśtawka nastrojów! Najpierw skręciła kostkę, sądząc pewnie, że to już dla Niej koniec zabawy. Artyści jednak wciągnęli Ją na scenę i pozwolili wykonać wraz z nimi jeden z numerów- czego można chcieć więcej?! Koncert wydaje się był idealny, pełen zabawy, świetnej muzyki, pozytywnych emocji i wszystkiego, co na wyśmienitym koncercie być powinno. Wokalista śpiewał tak idealnie, że momentami niektórzy myśleli, że to playback. Oczywiście tak nie było - świadczyło tylko o kunszcie artysty. Koncert był prawie idealny. Byłby taki, ale… No właśnie - ‘ale”. Niestety akustyka koncertu pozostawiała wiele do życzenia. Gitary praktycznie niesłyszalne, całość nieco płaska, ogólnie - nienajlepsze wrażenia. Niestety - realizator dwoił się i troił, ale pewnych rzeczy przeskoczyć nie można. Muzyka Nowozelandczyków po prostu nie leżała wyjątkowo wymagającej sali knajpy przy Nowowiejskiego. Jednak czy czasem nie jest przyjemniej, kiedy nie wszystko jest idealnie? I Am Giant pokazał kawał świetnego grania i udowodnił, że potrafi grać w najróżniejszych warunkach. Ci, którzy zjawili się w niedzielny wieczór w Minodze mogą powiedzieć, że byli na świetnym koncercie. Oby takich więcej!