Jaskółka w magicznej podróży.

Jaskółka w magicznej podróży.

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Szymon Kawała; zdjęcia: Jakub Marciniak

Data publikacji: 2014-09-09

A a

 

7 września w auli UAM w Poznaniu odbył się finałowy koncert festiwalu Akademii Gitary. Na zakończenie organizatorzy zaprosili zespół o enigmatycznej nazwie Hirundo Maris, jego program łączący tradycyjne pieśni norweskie, katalońskie i sefardyjskie zapowiadał się ciekawie i tajemniczo. Nazwa zespołu oznacza wymyśloną „morską jaskółkę”, ptaka będącego w ciągłej podróży.

To określenie idealnie pasuje do członków zespołu: Arianna Savall grająca na harfie i śpiewająca sopranem jest Katalonką, Peter Udland Johansen tenor, który grał też na mandolinie i hardingfele - Norwegiem, Miguel Cordero basista - Hiszpanem jak i perkusista David Mayoral, a gitarzysta Sveinung Lilleheier to pobratymiec mandolinisty. Taka mieszanka narodowości wydała płytę „Pieśni Południa i Północy”, z której utwory mogliśmy usłyszeć na koncercie.

Występ rozpoczął się od solowego odśpiewania „Anima nostra” przez Ariannę Savall, po czym zespół płynnie przeszedł do następnego utworu „Bendik og Arolija” będącego norweskim tłumaczeniem dziejów Tristana i Izoldy. Trzeci utwór „El Mestre” to tradycyjna katalońska pieśń o nauczycielu zakochanym w swej podopiecznej. Pomimo wielu przeciwności pobierają się, lecz ukochany zostaje powołany do wojska i ginie, a ona tęskni za nim nie wiedząc o jego śmierci. Piękna instrumentalizacja zespołu i sopran Arianny oddają smutny i tęskny nastrój utworu. O historii i tekście opowiadał słuchaczom Peter Johansen, który okazał się być świetnym prowadzącym, i z łatwością nawiązywał kontakt z publicznością.

Następnie nastrój rozweseliła marynarska piosenka „Yo salio de la mar” i „Yo me enamori de un ayre” opowiadający o zakochaniu się w zapachu, być może ukochanej, lecz bohater nie wie, bo zakochał się w nocy. Dalszą część programu rozpoczął krótki utwór instrumentalny.

Po wstępie instrumentalnym nastąpiła muzyczna opowieść o wodospadzie na harfę i zespół, skomponowana przez Aurelino Costę. Na zakończenie pierwszej części programu otrzymaliśmy antidotum na ukąszenia pająków - czyli włoski taniec Tarantella. Jak tłumaczył prowadzący, rozpoczyna się go wolno by jad nie dotarł do serca i nie zabił delikwenta, lecz ciągle przyspiesza by ukąszony miał szansę wypocić toksyny. Po takiej kuracji nastąpiła piętnastominutowa przerwa.

W czasie przerwy, można było kupić płytę zespołu i wspomóc datkiem fundację dbającą o dzieci chore na mukiwiscydozę -  sprzedano wszystkie.

Po przerwie nastąpił utwór o pięknym norweskim lecie, które rzadko tam gości. Śpiewa się ją w słotne jesienne dni, a potem kolęda katalońska „El noi de la mare”. Średniowieczna atmosfera prysła kiedy niespodziewanie zaśpiewali amerykańską piosenkę o Bogu i Niebie „Wayfaring Stranger”. Ten krótki epizod idealnie pasował do następnego utworu jakim była modlitwa św. Franciszka z Asyżu, którą zaaranżowała Arianna.

Koncert zmierzał powoli do końca. W programie zostały już tylko trzy utwory. Pierwszy „Buenas Noches” opowiadał historię trzech sióstr i matki. Opowiadają one swe marzenia, starsze córki pragną spokojnego życia, dostatku i dzieci, lecz najmłodsza z sióstr pragnie czegoś więcej: poznać świat i go użyć. Przedostatnim utworem była pieśń o budowie łodzi wikingów „Ormen Lange”, czuło się aż stukanie młotków i piły tnące drewno. Na zakończenie została pieśń „El Mariner” o dziewczynie, która pracowała przy jedwabiu na plaży. Zabrakło jej materiału do pracy, gdy ujrzała młodego żeglarza, który obiecał jej jedwab jeśli z nim popłynie. Przystała na tę propozycję i podróżowała z marynarzem przez siedem lat, a gdy zapragnęła powrócić on jej wyznał, że jest księciem Anglii. Oczywiście zapomniała o domu.

Takim akcentem mógłby się zakończyć koncert, lecz nastąpiły jeszcze bisy. Na początku amerykański walc „Dreaming my Dreams with You”, a na koniec norweska kołysanka „Trollmors vaggvisa”, której refren „ho aj aj aj aj puff” śpiewała cała aula. Tak się zakończył festiwal Akademii Gitary.

 

 

 

 

Galeria