Jeszcze zabawa czy już groteska? Łąki Łan zagrali w Poznaniu.

Jeszcze zabawa czy już groteska? Łąki Łan zagrali w Poznaniu.

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Krzysztof Spychała; zdjęcia: Marzena Bloch

Data publikacji: 2014-12-01

A a

Pisząc recenzję koncertu Łąki Łan, na głośnikach odtwarzam album "Łąki Łanda"- wizytówkę zespołu. Wiele utworów z tego krążka znam na pamięć i jako prawdziwy fan - wiążę z nimi ogromny ładunek emocji i wspomnień. Dlatego też z wielkim ciężarem przychodzi mi pisanie negatywnej opinii na temat tego niesamowitego składu.

29 listopada br. w poznańskim Eskulapie Łąki Łan zagrali koncert, który zapamiętam na długo. Niestety wspomnienia te nie będą przyjemne i radosne - już tłumaczę dlaczego. Zacznijmy od największej wtopy, a w sumie klęski wieczoru, czyli nagłośnienia. Zupełnie nie rozumiem jak można w profesjonalnym klubie, goszcząc profesjonalny zespół, zaniedbać kwestie techniczne. Gdyby nie to, że publiczność znała większość tekstów na pamięć i w miarę było słychać puls perkusyjnego kick-u, to ciężko byłoby się bawić. Co prawda widziałem, że panowie realizatorzy walczyli z konsolą i próbowali ratować sytuację, ale niestety nie udało się. Pierwszy raz zresztą zdarzyło mi się po wyjściu z klubu czuć okropny ból głowy - to przez za wysoki poziom decybeli. Cierpiałem niesamowicie, pomimo tego, że dłuższy czas spędziłem w tylnej części sali. Zazwyczaj bardzo głośno słucham muzyki, na koncertach lubię stać naprzeciwko głośników, więc musiało być naprawdę źle. Poza tym - sprzężenia w mikrofonach, ściszanie wokalisty do zera i nagłe "ścinanie" wolumenu całego zespołu było dla mnie katorgą. Ciężko więc jest mi ocenić kwestie poziomu samego występu, bo zwyczajnie nie słyszałem, co działo się między muzykami. 

Jeśli chodzi o aspekty muzyczne - byłem bardzo zdziwiony formami utworów, które Łąki Łan przygotowali. Nie wiem czy to plus, czy minus - na pewno był to element zaskoczenia. Bardzo szanuję zespoły, które potrafią improwizować i jednocześnie bawić się swoim materiałem. Czasem utwory grane były za długo, ale dla szalonej, tańczącej publiczności oznaczało to raj na ziemi. 

Był to pierwszy koncert Łąki Łan, na który udało mi się dotrzeć, dlatego też zdziwiła mnie stylistyka wykonywanych utworów. W porównaniu z funk-owym zacięciem grupy - ewidentnie słyszalnym na nagraniach studyjnych - było to co najmniej niefajne. Na początku koncertu zdawało mi się, że to po prostu pastisz. Po 4 kolejnych, tak samo brzmiących, dyskotekowo-rave-owych utworach zmieniłem zdanie. Zamiast być zabawnie, robiło się coraz bardziej groteskowo. Niby to śmieszne, niby do tańczenia, niby żart, niby ambitne granie - ciężko było określić cel tego koncertu. Na pewno chodziło o dobrą zabawę, jednak gdzieś zaniknął ten pierwotny, pełen pozytywnej energii duch zespołu. Przewrotne teksty i charakterystyczny muzyczny styl grupy zostały przyćmione techno-brzmieniami - a szkoda. Podobało się to jednak większej części publiczności, która bawiła się bez przerwy. Zgromadzeni widzowie entuzjastycznie reagowali na wszystkie utwory, chociażby na pierwsze dźwięki numeru "Lovelock". I muszę przyznać, że niejeden muzyk może pozazdrościć zespołowi takiej zabawy pod sceną. Mieszanka klubowych, funkowych, hip-hopowych, rockowych i kolejnych, niezliczonych gatunków brzmień pozwoliła każdemu z obecnych na sali zapomnieć o wszelkich problemach. Spodziewałem się co prawda bardziej ambitnego i szalonego grania, ale wybawić się - wybawiłem. Do rzeczy wartych uwagi na pewno zaliczyłbym inteligentny sampling, używanie oldschool-owych, dyskotekowych presetów w klawiszach no i przede wszystkim WOKALE. Frontman zespołu, to niewątpliwie profesjonalista, ogromnie wrażliwy i odważny muzyk. Barwa jego głosu jest moim zdaniem skazana na sukces globalny. Brawa należą się także perkusiście, który poza świetną grą wykazał się także bardzo ludzką postawą. Miał on odwagę i chęć zwrócenia uwagi panom z widowni, którzy zaczęli za mocno szaleć pod sceną. Po zagraniu wszystkich swoich szlagierów, Łąki Łan zakończyli koncert otrzymując niezliczoną ilość braw.

Ja po powrocie do domu czułem się zwyczajnie zmęczony, a nie "odświeżony". Uważam, że w tych czasach ciężko jest trafić na dobry koncert zamiast na dyskoteķę. Co prawda album "łąki łanda" nie zniknie z mojej kolekcji, ale na pewno dwa razy zastanowię się czy pójdę na kolejny koncert Łąki Łan.

 

 

Galeria