Mrok zapanował nad poznańską Minogą

Mrok zapanował nad poznańską Minogą

Kategoria: Muzyka

Autor: Zuzanna Burghardt

Data publikacji: 2014-04-14

A a

” Dla mnie osobiście twórczość Rykardy Parasol ma wymiar pięknego spektaklu. Jeśli oddasz się w całości falom dźwiękowym wysyłanym ze sceny, masz szansę znaleźć się w zupełnie innym miejscu, w zupełnie innym wymiarze. Tak było na koncercie 2 lata temu i mam nadzieję, że będzie i teraz”.
Tę opinię zawarłam w zapowiedzi kilka dni przed koncertem Rykardy i miałam ogromną nadzieję na to, że tak się stanie. Po części spełniły się moje oczekiwania. Po części… niestety nie. Ale zacznijmy od początku.

Przed występem Rykardy Parasol widownię zaszczycił swoją obecnością  Lord & the Liar. Jest to autorski projekt Pawła Swiernalis - wokalisty, multiinstrumentalisty oraz songwritera. Ten człowiek orkiestra w swojej muzyce łączy jazz, blues połączony z muzyką alternatywną oraz oryginalnym, brudnym brzmieniem. Choć twórczość Lord & the Liar mieści się w moich muzycznych upodobaniach, to koncert niestety mnie nie zachwycił. Ostatnio wśród wielu artystów lekceważący styl bycia stał się dość popularny. Mimo, że mam całkowitą świadomość teatralności takiej postawy, mnie ona nie przekonuje. Tak jest także w przypadku Pawła Swiernalis. Świetną muzykę, zmysłowy, szorstki wokal oraz fantastyczny dźwięk towarzyszącego podczas koncertu saksofonu, przyćmił brak kontaktu z publicznością oraz jej zerowy entuzjazm.

Zaraz po koncercie Lord & the Liar zapanował mrok i pojawiła się wyczekiwana przez wszystkich Rykarda Parasol. Trzymając zmysłowo gitarę oraz delikatnie poruszając nogami jakby tańczyła podstawowy krok charlestona, Rykarda zabrała nas w ciemny klimat rocka oraz folk-noir. Swoim charakterystycznym wokalem oczarowała niemal każdego znajdującego się pod sceną. Jej niesamowita świadomość głosu, to w jaki sposób wyraża nim emocje i jak zmienia barwę jest godne wszelkiego podziwu.
Rykarda zaprezentowała kilka piosenek ze swojej najnowszej płyty- Against The Sun. The Cloak of Comedy , Your Arrondissement or Mine?, Withdrawal, Feathers and All naładowane energią, uczuciami sprawiły, że zabrzmiały na żywo o wiele wyraźniej, niż na płycie. Podczas koncertu nie zabrakło również starszych piosenek, jak chociażby mojego ukochanego Drinking Song.

Idealnie głęboki, zachrypnięty, „brudny” głos oraz mroczne, rockowo-folkowe dźwięki unoszące się w powietrzu powinny były sprawić, że koncert miałabym ocenić jako doskonały. Zabrakło niestety jednej, bardzo ważne rzeczy. Nie czułam żadnego przekazu ze sceny, żadnego kontaktu między publicznością, a wokalistką. I mimo wielkiego talentu Rykardy oraz świetnego warsztatu towarzyszących jej muzyków, całość w moim odczuciu była nieco sztuczna.

Pomijając ten jeden minus, Rykarda Parasol zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Mało jest tak świadomych swojego głosu wokalistów, tak wspaniałych, oryginalnych artystów, wiernych od początku do końca muzyce, którą tworzą. Rykardo, mam nadzieję, że zachwycisz mnie swoim głosem jeszcze nie raz!