Najkrótszy koncert świata

Najkrótszy koncert świata

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Magdalena Brylowska, zdjęcia: Karol Cichoński

Data publikacji: 2014-01-21

A a

Jedna z radiostacji organizuje Najmniejsze Koncerty Świata, podczas których na sali znajduje się tylko kilku szczęśliwców oraz zespół, który akurat jest gwiazdą danego wydarzenia. Te koncerty są bardzo emocjonalne i na pewno pozostają na długo w pamięci owym słuchaczom, bo któż nie chciałby znaleźć się na prywatnym koncercie, siedzieć w pierwszym rzędzie i delektować się chwilą? Chyba każdy. Niestety Ania Dąbrowska w sobotę zaserwowała poznańskiej publiczności najkrótszy koncert świata, bo inaczej chyba nie można opisać wydarzenia, które trwało w sumie niecałe 50 minut, 30 min koncertu plus 20 min bisów. Na początku pomyślałam, że tak dobrze się bawię, że nie zauważyłam upływu czasu, bo jak wiadomo wszystko, co dobre szybko się kończy, ale w momencie, gdy spojrzałam na zegarek oraz na miny pozostałych słuchaczy uświadomiłam sobie, że to nie jest kwestia mojego odpłynięcia, tylko przedwczesnego zakończenia koncertu. Wyczekiwanego koncertu, warto dodać, gdzie sala była wypełniona do tego stopnia, że można było bez problemu stracić przytomność i zamiast upaść na podłogę, wpaść w ramiona kogoś stojącego przed, za, obok.

I to było tyle, jeśli chodzi o to, co mi się nie podobało, choć tym bardziej cierpię, że osoba o takich możliwościach wokalnych i tak bogatym dorobku artystycznym nie zdecydowała się na choćby standardowy koncert, który trwa ok. półtorej godziny. Mój ból pogłębia fakt, że nałogowo słucham Ani od liceum, kiedy to wydała „Samotność po zmierzchu”, i spodziewałam się po tym koncercie prawdziwej emocjonalnej rewolucji.

Czas na pozytywy. Pod względem muzycznym ten koncert był idealny, Ania posiada wspaniały wokal i umiejętność przekazywania emocji poprzez śpiew, a do tego grała utwory z pierwszej płyty, co dla wielu było swego rodzaju podróżą w przeszłość, chyba dla niej samej również. Piosenki były zagrane mniej więcej w takiej kolejności, w jakiej znalazły się na płycie. Nie obyło się bez muzycznych żartów i anegdot płynących ze sceny, Ania tryskała dobrym humorem, i wprawiała publiczność w stan totalnego relaksu. Choć większość utworów była zagrana w wersji oryginalnej, bez drastycznych zmian, to pojawiły się dwie perełki, które udowodniły, że Dąbrowska postanowiła pójść w granie bardziej „radosnej” muzyki i pomału kończy z graniem wyłącznie smutnych ballad, które osobiście uwielbiam. Utworami tymi były „Inna” i „Nie ma nic, w co mógłbyś wierzyć”, o ile w przypadku „Innej” można było się spodziewać, że utwór będzie zaaranżowany w bardziej elektroniczny sposób, bo na płycie po nostalgicznym wstępie, piosenka rozwija się w utwór taneczny, o tyle w przypadku drugiego utworu, było to dla mnie kompletne zaskoczenie, bowiem arcysmutną kompozycję przearanżowano na rozbujany i pełen pozytywnych brzmień utwór z pogranicza reggae. Choć wolę oczywiście oryginalne wykonanie, to muszę przyznać, że słuchanie tego w stylistyce reggae było dość ciekawym doświadczeniem.

Poza utworami z pierwszej płyty, Ania wykonała cover Cher „Bang, Bang”, który znalazł się na krążku „Ania Movie” oraz tytułowy utwór z ostatniego albumu „Bawię się świetnie”. Jak Dąbrowska sama przyznała, komponuje smutne piosenki, bo tak czuje, ale dobrze mieć, choć kilka weselszych utworów, bowiem na koncertach taki repertuar się przydaje, by rozruszać publiczność.

Im bardziej się artystę ceni, tym więcej się od niego wymaga, i gdyby nie to jedno małe „ale”, jakim jest długość tego koncertu, to nie miałabym się do czego przyczepić i wróciłabym do domu przepełniona pięknymi dźwiękami i tekstami wyśpiewywanymi przez Anię, a tak to wracałam z głową przepełnioną pytaniem „Ale dlaczego?” i myślą, że nie licząc festiwalowych koncertów, gdzie czas jest ograniczony i trzydziestominutowy koncert jest normą, był to najkrótszy koncert świata..

 

Galeria