Niespodzianki bez... niespodzianek. Maria Peszek w Eskulapie

Niespodzianki bez... niespodzianek. Maria Peszek w Eskulapie

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst:Mateusz Glinka; zdjęcia: Oktawia Płaszewska

Data publikacji: 2014-10-24

A a

Idąc na niedzielny koncert Marii Peszek w głowie miałem mnóstwo pozytywnych opinii znajomych. I chyba moje oczekiwania były trochę zawyżone. Nie mogę powiedzieć, że było źle, było naprawdę dobrze. Nawet lepiej. Ale jednak czegoś mi brakowało.

Nie należę do stałych bywalców eskulapa, lecz w kolejce do wejścia stałem tylko kilka razy. Publiczność dopisała, a artystka to prawdziwa petarda, wulkan energii, która udzieliła się (przynajmniej części) widowni. Pozostałych udało się dopiero poruszyć wykonaniem singlowych utworów z ostatniej płyty: Padam, Sorry Polsko i Ludzie psy. Poza piosenkami z ostatniego albumu artystka przywołała kilka utworów ze swoich dwóch poprzednich albumów. Artystka brawurowo wykonała wszystkie utwory. To raz po raz tarzając, wijąc się po scenie, to rozrzucając confetti.

Zaskoczeniem było dla mnie wykonanie "Piosenki dla Edka", które zamknęło pierwszą część koncertu. Po chwili artystka wraz z muzykami wróciła na scenę by wykonać jeszcze trzy piosenki: tytułową z albumu Miastomania, pierwszy singiel z ostatniej płyty oraz cover piosenki "Love song" zespołu The Cure.

Cały koncert był naprawdę bardzo dobry.  Raziło mnie tylko "odegranie" fragmentu płyty JEZUS MARIA PESZEK (5 piosenek zostało zagranych pod rząd w dokładnie tej samej kolejności w jakiej znajdują się na płycie). Zabieg ten z jednej strony pokazuje, że układ utworów na ostatnim albumie artystki to rzecz przemyślana, z drugiej zaś dokładnie to samo podała nam artystka na trasie promującej płytę.  Także zapowiedziane przez organizatorów "coś pożyczonego" ograniczyło się do przygotowanych na poprzednią trasę coverów piosenek Depeche Mode oraz The Cure.

Nie wiem czy mój niedosyt spowodowany był zbyt wygórowanymi oczekiwaniami, czy zbyt wielkimi obietnicami organizatorów. Jedno jest pewne, lepiej czuć głód, niż być przejedzonym,  a ja z chęcią wybiorę się na kolejny koncert Marii, by zobaczyć, co następnym razem zaserwuje.

 

Galeria