Pamiętaj aby dzień święty święcić, czyli Rust'n'rollowe święto w Blue Note

Pamiętaj aby dzień święty święcić, czyli Rust'n'rollowe święto w Blue Note

Kategoria: Muzyka

Autor: Tekst: Kuba Klawitter, zdjęcia: Marta Nowicka

Data publikacji: 2014-12-08

A a

 

Zanim na scenie pojawili się sprawcy całego zamieszania, zgromadzoną publiczność rozgrzały dwa zespoły – Dom na Drzewie oraz Bulbwires. Pierwszy z nich zaserwował bardzo sprawnie zagraną i energetyczną dawkę rocka z naleciałościami funkowymi. Dom na Drzewie pozytywnie mnie zaskoczył i z pewnością jeszcze nie raz o nich usłyszymy.

„Nie potrafimy grać jazzu, więc krzesła nie będą wam potrzebne” – tymi słowami frontman Bulbwires zachęcał publiczność do wspólnej zabawy. Koncert warszawskiego trio zawierał zarówno momenty szybsze, jak i wolniejsze (przy czym te drugie nieco się dłużyły). Muzycy zagrali z pełnym zaangażowaniem i nikt się nie oszczędzał, o czym świadczy choćby zerwana struna w gitarze, a sam występ był dobrą rozgrzewką przed koncertem gwiazd wieczoru.

Kilka chwil po 21 tłum pod sceną zaczął gęstnieć, a samą scenę spowił dym, co było jasnym sygnałem, że za chwilę rozpocznie się koncert Rust. Powitani gromkimi brawami muzycy rozpoczęli koncert od tytułowego kawałka z nowej płyty, czyli White Fog. Trzeba przyznać, ten numer ma moc i na pewno na długo zostanie stałym punktem koncertów. W dalszej kolejności poleciały wszystkie utwory z płyty, w tym Mary Jane, A thousand Sounds, czy też  Rainbow, a każdy z nich zagrany perfekcyjnie.  Widać (i słychać!), że Panowie spędzili dużo czasu na szlifowaniu materiału. Kawałki brzmiące świetnie na płycie, na żywo zyskują jeszcze bardziej, przetaczając się po słuchaczach jak walec i pozostawiając ich oczarowanych Rust’n’rollowymi dźwiękami.  Kolejna mocna strona Rust’ów to kontakt z publicznością. Ogromna energia bijąca ze sceny, będąca znakiem rozpoznawczym kapeli, oraz zachęty wokalisty Micha sprawiły, że każda osoba w klubie dała się ponieść rockowemu szaleństwu.

Kilka osobnych słów należy się kwestii, moim zdaniem, w tym wszystkim najważniejszej, czyli Pasji.  Michu, Simon, Kuba i Adam to na pewno ludzie z pasją – da się to wyczuć w każdej śpiewanej frazie, solówce gitarowej, czy uderzeniu w bęben – a to sprawia, że tworzona przez nich muzyka jest autentyczna i trafia do każdego, kto jej posłucha. Pasja muzyków udzieliła się również zebranej publiczności składającej się zarówno z nastolatków, jak również osób mogących być ich dziadkami. Dzięki zespołom takim jak Rust, rock’n’roll na pewno jeszcze długo pozostanie żywy.

Wydanie płyty i niedzielny koncert są  dobrym podsumowaniem dotychczasowej działalności zespołu  oraz, mam nadzieję, początkiem nowego rozdziału w historii Rust, którzy zasłużyli na sukces.
                Czy warto pójść na koncert Rust’ów? Znajomy którego spotkałem w Blue Note stwierdził tak: „napisz, żeby posłuchali płyty i pomnożyli razy 100!”- i właśnie do tego zachęcam. Posłuchajcie płyty, a przy najbliższej okazji pójdźcie na koncert i dajcie się ponieść Rust’n’rollowi!

Galeria