Prymitywnym koncertom mówimy tak!

Prymitywnym koncertom mówimy tak!

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Edgar Hein; zdjęcia: Marta Nowicka

Data publikacji: 2014-12-05

A a

Powroty bywają ciężkie. Tym bardziej powroty po długiej przerwie. Uda się? Trzymają formę? Jak wypadną nowe kawałki? Zaraz, zaraz, o czym my mówimy?! T. Love wrócił do Poznania po paru latach przerwy i spowodował, że poznański Eskulap znów tętnił życiem, a Muniek ze swoimi kompanami potwierdzili, że są ścisłą czołówką krajowej sceny muzyki rockowej.
Ale po kolei. Koncert rozpoczęła poznańska ekipa z zespołu Przed Wschodem Słońca. Zwycięzcy Akademickiego Przeglądu Muzycznego Radia Afera z 2013 roku wiedzą doskonale, jak rozruszać publiczność. Połączenie energetycznego grania  z wtrętami reggae z nutą folkową są idealnym przepisem na zachęcenie publiczności do zabawy. Pół godziny ich gry to poszerzająca się grupa młodych ludzi skorych do tańców pod sceną. Czekać tylko na nowy materiał popularnych w Poznaniu PWSów- coś czuję, że jeszcze zrobi się o nich głośno...
T. Love nie należy do zespołów, które cokolwiek będą swoim fanom ułatwiać. Nie pozwolili nam na szybkie przejście od skocznych rytmów PWS do swojego rockowego grania. Przerwa nieco przydługawa pozwoliła jednak na uzupełnienie płynów i wyścielenia swoich płuc od wewnątrz dymem. W końcu oni. Pojawili się. I od tego momentu już nie zwalniali tempa, nawet na spokojniejszych kawałkach. Jakaż była moja radość gdy uświadomiłem sobie, że grają praktycznie całego „Prymitywa”! Jedna z najlepszych płyt w ich dorobku, której dwudziestolecie było pretekstem do trasy koncertowej wyśpiewywana była przede wszystkim przez starszych fanów. Brzmi genialnie mimo tego, że skład przecież zmienił się prawie w całości. Warto było dla tej pierwszej godziny koncertu zjawić się w Eskulapie!
Po zagraniu Prymitywa Panowie pożegnali się. Dezorientacja pod sceną, ciemność na sali - co teraz? „T. Love, T. Love” skandowała publika. Po chwili wrzask - wrócili bohaterowie wieczoru! Jeszcze ponad godzinę mogliśmy delektować się zarówno największymi hitami zespołu, najnowszymi utworami oraz tymi dokonaniami zespołu, które przyznam szczerze, nie były mi znane w ogóle lub ledwie. Jednak atmosfera w klubie budowana nie tylko przez muzykę ale i jednego z najlepszych wodzirejów w tym kraju - Muńka Staszczyka.
Czy T. Love dał radę? Pytanie tak absurdalne, że aż nie wypada odpowiadać na nie. Potwierdziło się, że jest to czołówka czołówki polskich kapel rockowych umiejętnie manewrujących między gitarowym pazurem a popową (acz nie kiczowatą) melodią. Eskulap znów tętnił życiem i wypada mieć tylko nadzieję, że T. Love wróci do nas czym prędzej!

 

Galeria