Rock'n'rollowa sobota w Poznaniu

Rock'n'rollowa sobota w Poznaniu

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Edgar Hein; zdjęcia: Jakub Marciniak

Data publikacji: 2014-06-11

A a

"Idę prosto, nie biorę jeńców żadnych" śpiewa Pan Kazimierz z Kultu. Wczoraj poznańskie juwenalia także żadnych jeńców nie brały. Blisko siedem godzin wyśmienitej muzyki, szaleńczej zabawy i najlepszego polskiego rock'n'rolla. Na koncertach, również tych plenerowych zdarza się, że pierwszy artysta gra "dla okolicznych domów". Zawsze jest ten stres, czy ludzie przyjdą na pierwszy zespół. Tym razem stresu nie było, gdyż wiadomo było, że poznańscy rockersi z zespołu Rust zmuszą publikę do zabawy swą nieokiełznaną energią sceniczną. Już od pierwszych riffów Michu i jego ekipa porwali do zabawy całkiem już liczną załogę zgromadzoną pod sceną. Można było przenieść się w czasie- momentami chłopaki brzmieli jak Led Zeppelin, momentami jak stary Deep Purple, jednak nade wszystko brzmieli jak Rust- osobny gatunek muzyczny charakteryzujący się niesamowitą energią oraz zdolnościami przenoszenia ludzi w czasie. Jeżeli Oni wygrali Jarocin, to Jarocin idzie w dobrym kierunku- rust'n'roll pokazuje, że przeszłość ma przyszłość. Masa atrakcji przygotowana przez organizatorów nie mogła zamydlić oczu publice- fani reggae, ska i rocksteady czekali już na swojego przedstawiciela podczas trzeciego dnia Juwenaliów, czyli zespół Cała Góra Barwinków. Jeżeli Rust uderzył nas hardrockową pięścią, to chłopaki dorzucili jeszcze zdrowego ska-kopniaka! Zawsze uważałem, że tego typu muzyka sprawdza się na festiwalach typu Juwenalia, jednak CGB jest wręcz inklinacją najlepszego stylu jamajskiego. Ponadgodzinny koncert rozruszał ostatnich smutasów i atmosfera muzycznego święta już całkowicie zawisła nad terenem poznańskich Juwenaliów. Był hardrockowo, było ska-ocznie, więc nastał czas na punkowy cios między uszy, a to wyśmienicie potrafi zrobić zespół Farben Lehre. Wojtek Wojda nigdy nie zawodzi - wyjdzie do publiki, potarza się po scenie, odśpiewa hymny młodzieży licealno-studenckiej i jeszcze dorzuci sporo bonusów. Pięknym elementem koncertów FL jest wplątywanie coverów punkowych (krajowych i zagranicznych) klasyków - dzięki płockim załogantom mogliśmy usłyszeć The Clash, The Analogs, czy Defekt Muzgó. Gdy publika wyśpiewywała z Wojtkiem "Wszyscy jedziemy na tym samym wózku" można było dostać gęsiej skórki na całym ciele. Kolejne pokolenia poznają klasyki, a FL stale pokazuje, że jest najlepszym polskim zespołem sceny punky-reggae. Na dodatek z chłopakami w clashowym coverze "Should i stay or should i go" wystąpił... Poziołek, czyli juwenaliowa maskotka! Gdy chłopaki ostatecznie uciekli ze sceny, z której nie chciała wypuścić ich publika rozpoczęło się wyczekiwanie.

 Konferansjerzy dokończyli konkursy, z czego pierwszy pokazał jaką siłą dysponują papier, kamień i nożyce, drugi zaś będący quizem wiedzy o Kulcie mógł się podobać - śmiałkowie stanęli przed nie lada wyzwaniem, ale i nagrody były zacne. Publika jednak nie dawała się oszukać - Kult i tylko Kult liczył się dla wszystkich w tym momencie. I stało się... Ponad dwie godziny muzycznej uczty z Kultem pokazały, że są zespoły, które stanowią o sile polskiej muzyki. Największe przeboje sprzed lat oraz najnowsze kawałki. Punkowe bicie i jazzowa atmosfera. Hałas i melancholia. Gdziekolwiek byśmy nie ruszyli w muzycznym opisie, zawsze skończymy na tym samym słowie - Kult. Kazik i jego ferajna byli wisienką na juwenaliowym torcie, jednak wiśnia ta była soczysta, słodka i pyszna. Ciężko napisać coś o Legendzie, która przez ponad 30 lat nadaje ton polskiej muzyce alternatywnej, bo kto nie był, ten trąba! Zrobiło się magicznie i tylko "Sowietów" na końcu mogło zabraknąć - jednak czy chodzi o to, by złapać, czy by gonić (Kultowego) Króliczka?

Galeria