Skubas zagrał w Eskulapie!

Skubas zagrał w Eskulapie!

Kategoria: Muzyka

Autor: Marta Nowicka

Data publikacji: 2014-12-11

A a

W ubiegłą środę, 10.12.14 r. do stolicy Wielkopolski zawitał Radek Skubaja, znany jako Skubas. Poznańska publiczność dopisała, co wielokrotnie podkreślał artysta i wypełniła niemal całą salę klubu, by przeżyć wraz z wykonawcami wspaniałą, muzyczną podróż.

Zanim gwiazda wieczoru pojawiła się na scenie, niesamowitą dawką energii i dobrego grania rozgrzało zgromadzonych warszawskie trio Agyness B. Marry. Agnieszka Bukowska, Piotr Binkul oraz Mateusz Remiszewski zaserwowali nam kawał niezłego rocka. Wielkim atutem zespołu jest charakterystyczny, oryginalny i mocny głos wokalistki, której w popisach wokalnych nie przeszkadzało skakanie po scenie z gitarą. Warto posłuchać!

Chwilę po 20 salę zalała fala oklasków i krzyków, bo na scenę wkroczył wyczekiwany Skubas wraz z zespołem. Już pierwsze dźwięki stały się drzwiami do innego świata, w którym przez następne kilkadziesiąt minut publiczność miała okazję (nie bez przyjemności!) pobyć.

Podróż przez muzyczną krainę Artysty zdecydowanie nie była wędrówką jednostajną czy nużącą. Skubaja  i jego muzycy mają niesamowitą zdolność płynnego przechodzenia przez rodzaje emocji, energii. Niezwykle spokojny, nastrojowy utwór potrafi nagle wybuchnąć z ogromną siłą, by w swym finale ponownie koić i wyciszać. Dwa światy, które idealnie ze sobą współgrają i płynnie się przenikają pod wodzą muzyków.

Ciekawe jest też to, że Skubas potrafił stworzyć w tak dużym klubie atmosferę niczym w małej, przytulnej knajpce wśród znajomych, a jednocześnie grać z taką energią, mocą i szaleństwem, o jakich mógłby pomarzyć niejeden ciężko-grający zespół polskiej ( i nie tylko!) sceny.

Nie można nie wspomnieć o jakości grania Skubasowego zespołu. Każdy dźwięk był trafiony w punkt, wydawał się być dokładnie zaplanowany, a jednocześnie grany czy śpiewany z taką łatwością, lekkością, jakby muzycy i ich muzyka tworzyły jedność.

Ciągły uśmiech Macieja Starnawskiego (gitarzysty) czy zaangażowanie Wojciecha Sobury (perkusisty) pokazują, że kochają to, co robią.

Na kilka słów zasługuje sam Skubas i jego swobodny, niewymuszony kontakt z publicznością. Artysta między utworami zagadywał, opowiadał. Pokazał też, że ma do siebie dystans i nie boi się wygłupiać, udając wykonawcę regge podczas grania coveru zespołu Daab (zaśpiewanego z resztą przez całą salę).

Poznańska publiczność miała okazję usłyszeć (i zaśpiewać) utwory z nowej płyty „Brzask” przemieszane z piosenkami z albumu „Wilczełyko”. Nie zabrakło uwielbianych przez wszystkich hitów (choć w przypadku Skubasa to słowo brzmi strasznie płytko i nie wyraża świetności tych kawałków), takich jak „Linoskoczek”, „Wilczełyko”, „Szarość” (w duecie w wokalistką Agyness B. Marry – duży plus!) czy wyczekiwanego „Nie mam dla Ciebie miłości”.  

Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że warto było udać się na koncert, co więcej, polecam występy tego artysty z całego serca wszystkim, którzy kochają dobrą muzykę, świetne teksty i genialną atmosferę. Moim prywatnym wyznacznikiem jakości koncertu jest gęsia skórka i bliżej nieokreślone uczucie gdzieś w środku – towarzyszyło mi od pierwszego do ostatniego dźwięku, więc kto nie był, może żałować.

Nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejne odwiedziny Skubasa w naszym mieście.

Galeria