Spring Break w Poznaniu. Narodziła się nam nowa świecka tradycja.

Spring Break w Poznaniu. Narodziła się nam nowa świecka tradycja.

Kategoria: Muzyka

Autor: Szymon Golcz

Data publikacji: 2014-04-28

A a

 

W ciągu trzech dni w Poznaniu odbyło się ponad 50 koncertów młodych i niezależnych twórców, którzy w większości stawiają dopiero pierwsze kroki w przemyśle muzycznym. Wszystkie bilety wyprzedały się na kilka dni przed rozpoczęciem festiwalu, co w przypadku pierwszej edycji jest niespotykane.

W stronę Poznania często padają zarzuty, że jak koncerty to tylko w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu, a festiwale to już tylko Gdynia, Kraków i Katowice, bo Poznań, choć rozwinął skrzydła i pomału przestaje odstawać od innych miast, to i tak nie może pochwalić się większymi imprezami muzycznymi, nie licząc oczywiście tych skupiających się na muzyce klasycznej i jazzie. Na szczęście dzięki Fundacji Fast Forward i CK Zamek zmieniło się to bezpowrotnie. Mamy swój festiwal z prawdziwego zdarzenia, oparty na formule showcase`owej, która w innych krajach jest znana od dawna, u nas jest to pionierski projekt i sądząc po sukcesie pierwszej edycji na pewno stanie się imprezą cykliczną, bynajmniej taką mam nadzieję.

Spring Break był doskonałą okazją do zaprezentowania swoich możliwości zarówno przed publicznością jak i osobami z branży muzycznej, które bacznie obserwowały poczynania młodych twórców, a było, co podziwiać, bo pod względem muzycznym festiwal zawstydzał niejedną większą imprezę, na której grają sami znani artyści.

Do niewątpliwych plusów można również zaliczyć dobrą organizację, choć oczywiście nie obyło się bez wpadek, oraz nagłośnienie imprez, co przy tak dużej liczbie sal, a było ich aż sześć, nie jest wcale takie łatwe. Zdarzały się oczywiście koncerty, podczas których nagłośnienie dawało wiele do życzenia, ale były to tylko wyjątki potwierdzające regułę. Zresztą publiczność słuchająca tego typu muzyki jest może i bardzo wymagająca, ale też potrafi wiele wybaczyć, poza tym zawsze można było wyjść z koncertu i pójść na inny, by sprawdzić czy może właśnie w tej chwili nie objawia się w innej sali prawdziwa gwiazda, o której za chwilę będą rozpisywali się wszyscy.

Podczas tych trzech dni zachwyciło mnie kilka zespołów, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia na czele z rewelacyjnym Atlas Like, przypominającym brzmieniem Kamp!, z wokalistą o mocnym, matowym głosie, który potrafił na tych kilka chwil zahipnotyzować publiczność. Kolejnym artystą, na którego będę mieć oko jest Sambor, który w sobotę grał w Meskalinie. Po raz pierwszy wystąpił w dwuosobowym składzie wraz z członkiem Kumka Olik. Można ten koncert podsumować słowami minimum formy, maksimum treści. Koncert był z pewnością jednym z bardziej pozytywnych i zabawnych, do tego muzycznie nie można było się do niczego przyczepić. Z bardziej znanych artystów zdecydowanie można pochwalić zarówno Rojka, Kamp! i xxanaxx za ogromna klasę oraz poziom, na jakim były ich koncerty, z przyjemnością nie tylko się tego słuchało, ale i patrzyło. Z kolei największym rozczarowaniem z mojej perspektywy był koncert formacji Adre`N`Alin, jeden z bardziej przeze mnie wyczekiwanych. Niestety Panowie nie dali rady stworzyć magii, która zazwyczaj towarzyszy ich występom. To nie był koncert wart zapamiętania, a szkoda, bo mógł być jednym z jaśniejszych punktów tego festiwalu.

Czy za rok odbędzie się Spring Break? Nie wyobrażam sobie innego scenariusza i absolutnie nie przyjmuję do wiadomości, że może być inaczej. W końcu Poznań stał się ważnym punktem na festiwalowej mapie Polski.