TGD i muzyczne uwielbienie

TGD i muzyczne uwielbienie

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Joanna Ficner; zdjęcia: Dominik Fąferek

Data publikacji: 2014-09-21

A a

Wchodząc do auli UAM w Poznaniu 19 września przed godziną 20. na koncert zespołu Trzecia Godzina Dnia (znany także jako TGD) niedoinformowany słuchacz mógł się naprawdę zdziwić. Przygaszone światła, świece na estradzie, z boku ustawiony krzyż przyozdobiony u podstawy kwiatami, mała grupa osób w różnym wieku kiwających się lekko i śpiewająca trochę nieśmiało wielbieniowe pieśni. Fani grupy TGD od razu mogli spostrzec, że to nie wyczekiwani przez nich chórzyści właśnie śpiewają, bo choć robili to całym sercem, nie mogli się równać czystością dźwięków, czy śmiałością z profesjonalistami, nie mówiąc już o tym, że i pieśni były inne. Po chwili zagadka się rozwiązała. Od godziny 19. w auli trwała modlitwa ze śpiewami Taizé poprzedzająca sam koncert jako jedno z wydarzeń w czasie Archidiecezjalnego Święta Młodych. Pomysł na wprowadzenie przed występem głównego zespołu szczególnej atmosfery wydawał się bardzo dobry, ale w wyniku organizacyjnego zamieszania i niedokładnego informowania bardzo wiele osób  przyszło później niepotrzebnie hałasując przy zajmowaniu miejsc i tym samym przeszkadzając we wspólnej modlitwie.

Tuż przed oficjalną godziną rozpoczęcia koncertu nastąpiła krótka przerwa, a po niej niedługi wstęp poprowadzony przez organizatorów, którzy mówili o przynależności młodych ludzi do Kościoła, o ich znaczeniu, radości i energii jaką mogą ze sobą nieść, a na końcu wymienili i podziękowali wszystkim ofiarodawcom, dzięki którym koncert mógł się odbyć. W końcu na scenę weszli wykonawcy.

Choć wejście to odbyło się mało profesjonalnie, w luźnej atmosferze, grupę od razu powitał gorący aplauz. Bez dalszego zwlekania rozpoczęli pieśnią „Proszę Cię, przyjdź”. Już pierwsze słowa trafiły do widowni, wzbudzając wyczuwalną falę zamyślenia. Później przyszedł czas na piosenkę „Jahwe”. Już po tych dwóch utworach można było wyraźnie zauważyć, że mimo wysiłku wkładanego w występ przez solistów oraz pozostałych członków chóru i pomimo bardzo silnych, czystych głosów, zagłusza ich perkusja, a także gitara elektryczna powodując duże trudności w zrozumieniu tekstu, który w przypadku tego typu pieśni stanowi niezwykle ważny element. Nie przeszkodziło to jednak niewielkiej grupie młodzieży z młodym księdzem na czele wstać przy drugim utworze, ustawić się w głównym przejściu pomiędzy siedzeniami i kiwać się do muzyki, machając rękami. Stopniowo dołączały do nich kolejne pojedyncze osoby i całe grupy, przesuwając bawiący się korowód pod samą scenę. Wtedy odpowiedni dobór kolejności piosenek zrobił swoje, ponieważ każda kolejna niosła ze sobą coraz więcej energii i sprawiała, że wciąż więcej ludzi dołączało do radosnej zbieraniny pod sceną. W pewnym momencie tylne siedzenia na sali i część balkonu opustoszała, gdyż wszyscy udali się jak najbliżej estrady, a ci, którzy tego nie zrobili, wstali i klaszcząc bawili się przy swoich miejscach. Nie odstraszyły ich nawet problemy techniczne, do których szczerze przyznał się dyrygent, Piotr Nazaruk, przy okazji dając wyraz swojemu zdumieniu reakcją widowni, szczególnie w miejscu, w którym zwykle odbywają się koncerty Filharmonii Poznańskiej. Kiedy mówił, a tłum przy scenie gorąco reagował na jego słowa, można było prawie dotknąć rodzinnej atmosfery. Cała aula falowała, skakała, klaskała, od maluchów wdrapujących się na brzeg estrady, poprzez młodzież, na dorosłych i jak najpoważniej wyglądających kończąc. Koncert w ciągu chwili zamienił się w spontaniczne i bardzo energiczne wielbienie Boga.

Rozbrzmiały utwory „Walka”, „Tylko On”, „Nie ma dla mnie dobra poza Tobą” (przy którym umiejętnością rapowania wykazał się Jerzy Pieniążek), „Przyjdź jak deszcz”, „Uwielbiamy Cię”, „Wielki jest nasz Pan”, „Uratowani”. Apogeum radości nastąpiło przy piosence „Błogosław duszo moja Pana”, kiedy wszyscy włączyli się do śpiewu jak jeden mąż i nie mogli usiedzieć na miejscach. Przy spokojniejszych kawałkach takich jak „Zmiłuj się Panie”, „Mój ląd”, czy „Ukojenie” natychmiast zapadała cisza i widać było autentyczne skupienie oraz kontemplacje na twarzach zebranych. Nic dziwnego, skoro zespół wykazał się przy zmniejszonym składzie i problemach natury technicznej. Nawiązywali do różnych stylów muzycznych, od gospel i popu, poprzez rap i elementy rocka, aż do niezwykłych improwizacji  na piszczałce, przy których nietrudno było się przenieść myślami gdzieś na kraniec świata. Właśnie dużo nowości i wiele improwizacji ze strony zarówno zespołu jaki i widowni sprawiły, że entuzjazm dosłownie aż trząsł salą. Dzieła dopełniło poruszające świadectwo wiary gitarzysty basowego Piotra Płechy, spontaniczne modlitwy, propozycja całkowitego zawierzenia się Jezusowi wysunięta przez dyrygenta, wykorzystanie do niektórych utworów akustyki auli, żarty i wtrącenia ze strony chórzystów. Ten występ stanowił zachwycający dialog pomiędzy zespołem, widownią i Bogiem. Nikt z obecnych nie mógł pozostać obojętny na to, co działo się na sali. Potrójne bisy, do wykonania których zmuszona była grupa pod naciskiem zachwyconej widowni stanowiły najlepszy tego dowód.

Dochód z tego koncertu został przeznaczony na cele charytatywne.

 

Galeria