Wieczór z

Wieczór z "God Is an Astronaut" w Klubie Eskulap- relacja

Kategoria: Muzyka

Autor: Jaromir Mitkiewicz

Data publikacji: 2014-04-19

A a

Już dwa dni po koncercie God Is an Astronaut. Nadal nie wiem czy Bóg jest astronautą, ale wiem, że Ci panowie na pewno mają coś wspólnego z astronomią. Swoimi brzmieniami i nastrojem wynieśli daleko w kosmos, wszystkich obecnych w Eskulapie w minioną środę.
Zanim opiszę swoje wrażenia musimy wrócić do początku. Kilka dni temu pisałem o zbliżającym się koncercie irlandzkiego zespołu, tworzącego klimatyczny post-rock. Wspomniałem również, iż kapela jest obecnie w trakcie międzynarodowej trasy koncertowej, promującej nowy krążek, wydany w 2013 roku, pt. „Origins”. Szczerze nie mogłem doczekać się tego wydarzenia. Nie jestem największym fanem GIAA, ale znam oraz doceniam ich twórczość. Moja przygoda z muzyką grupy z Irlandii rozpoczęła się kilka lat temu. Wpadły mi w ręce ich dwie pierwsze płyty. Z uznaniem przesłuchałem, ale na tym koniec. Jakiś czas później usłyszałem, że GIAA zdobywa miejsce w sercach słuchaczy dopiero po zobaczeniu ich na żywo. Teoria niby śmieszna, ale jakże prawdziwa jeśli chodzi o mój przypadek. W ciągu prawie 2 godzinnego występu zespół ten zdobył kilka cennych punktów w moim rankingu.

            Sounds Like The End Of The World to polski zespół również grający post-rocka. Chłopacy z Trójmiasta znani są z koncertowania z Tides from Nebula czy Tune. Grupa wystąpiła w roli suportu. Zagrali całe trzydzieści minut i zostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Nie słyszałem wcześniej ich muzyki, ale skutecznie zachęcili mnie do przesłuchania swojego dorobku. Tak czy inaczej bardzo dobrze umilili nam czas oczekiwania na główną gwiazdę wieczoru. God Is an Astronaut miał zacząć o godzinie 21. Zaczęli aż piętnaście minut wcześniej. Po technicznych problemach z nagłośnieniem wokalu, podczas pierwszych trzech utworów, muzycy rozluźnili się i zabrali nas w podróż po dźwiękach siedzących w ich głowach. Podróż przyjemną, ale nie do końca związaną tylko z ostatnią płytą. Zagranych zostało dziewiętnaście kawałków, z czego tylko sześć było z najnowszego krążka. Ta sama liczba piosenek wzięta została z, najlepszego w dyskografii, albumu pt. All Is Violent, All Is Bright. Pojawiły się również najbardziej znane utwory z pozostałych płyt. Cała setlista nie różniła się niczym w stosunku do tych granych wcześniej. Grane na początku Weightless i Transmissions, ze wspomnianego wcześniej Origins, stworzyły niesamowity nastrój, który na szczęście nie prysnął aż do końca koncertu. Później powrót do wcześniejszego dorobku, z jednym z moich ulubionych utworów czyli All is Violent, All is Bright. Dalej koncert nabierał tempa i zabierał nas coraz dalej w odległe zakątki „kosmosu”. Cały występ live zakończony został przez również znakomite utwory takie jak Suicide by Star i Route 666. Dobór kawałków stworzony z głową, a jeśli nie z głową to komuś się i tak udało, bo całość pasowała do siebie co najmniej wyśmienicie. Moje wrażenia regularnie potwierdzali inni uczestnicy, pokrzykując, klaszcząc albo odpływając do sąsiedniej rzeczywistości. Każdy miał swój sposób odbioru, ale każdy sposób pozwalał nam cieszyć się dźwiękiem.

            Technicznych problemów (poza tym wspomnianym wcześniej) nie zauważyłem. Nie przeszkadzało mi nawet to, że sam koncert odbył się w mniejszej sali na piętrze.
Chwila! Jest coś co mi się naprawdę nie podobało! Małe, lane piwo za osiem polskich złotych. Jestem przyzwyczajony do poznańskich cen, ale za każdym razem gdy idę do Eskulapu ubolewam nad moim budżetem. Zostawiając temat zimnego, dobrego piwa, które chyba nie ma za dużo wspólnego z samymi wykonawcami, trzeba ocenić ten koncert bardzo dobrze. Ze względu organizacji, zadowolenia słuchaczy jaki i kwestii muzyki.
Tutaj mała próbka możliwości panów z GIAA:

            Tych z was, którzy nie mieli styczności z muzyką tego zespołu, odsyłam do wszelkiego rodzaju portali, na których zapoznać się z nią można. A tych, którzy nie wydają się przekonani po przesłuchaniu materiału zapraszam na koncert grupy God Is an Astronaut, a może staniecie się większymi fanami niż sądzicie. Najbliższy, już w maju w Krakowie! Zapraszam, bo naprawdę warto.