Wstęp nie tylko dla fanów Blur i Gorillaz

Wstęp nie tylko dla fanów Blur i Gorillaz

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Iga Kolasińska; zdjęcia: Maciej Godek

Data publikacji: 2014-07-01

A a

           Stojąc z boku po koncercie i próbując „ogarnąć” to, co się przed chwilą wydarzyło na scenie, obserwowałam wychodzących uczestników. Po pierwsze doceniłam pomysł noszenia koszulek z nadrukiem nazwy ulubionego zespołu. Po drugie, dzięki tym nadrukom, mogłam podzielić uczestników na dwie kategorie. Tych co przyszli na koncert, bo występował koleś z Gorillaz i tych, bo to wokalista Blur, ich ulubionego zespołu. Chyba ze smutkiem doszłam do wniosku, że zaliczam się do tej drugiej kategorii, a co za tym idzie, tych bardziej zaawansowanych wiekowo osób, które oglądały z zapartym tchem na MTV koncert z 1999 r., z Wembley (do tej pory przed oczami mam Damona Albarna w modnych wtedy dresowych spodniach, skaczącego po scenie i wykrzykującego słowa „Song 2”).

              Szłam na koncert Damona Albarna jako fanka Blur, przez co towarzyszyły mi mieszane uczucia, a wszystko to przez solowy album wokalisty. Jest to przecież, z paroma wyjątkami, płyta bardzo intymna i niesprzyjająca jakoś specjalnie szaleństwom pod sceną.  Jak bardzo pozytywnie zostałam zaskoczona. Albarn zaserwował porcję ballad, ale też pełne energii utwory, które to stanowią jego znak rozpoznawczy. Dużo radości mogli mieć fani Gorillaz. Aż sześć piosenek z tego wirtualnego projektu zostało zagranych w Poznaniu. Przyznam też, że był to jeden z najbardziej intymnych koncertów na jakim byłam…ostatnio. Ponieważ najbardziej lubimy, to co znamy, chyba każdy, kto był w Starej Gazowni, przyzna mi rację, że najlepiej tłum bawił się podczas piosenki „Clint Eastwood”.

            Nie ma co porównywać koncertu Blur do solowego występu Albarna. Po tym pierwszym wychodzi się z tłumu spoconych ludzi i nie można następnego dnia bez bólu nóg i kręgosłupa wstać z łóżka. Po koncercie w Poznaniu, można było, co najwyżej, wstać rano z katarem i bólem gardła. To wszystko przez siąpiący deszcz i przeszywający wiatr, który obok muzyki Albarna towarzyszył uczestnikom. Jak widać, nie można uciec od nawiązań do Blur. Dlatego sparafrazuję „The Unversal”: Every paper that you read says Sunday was your lucky day!

 Na koniec chciałam skorzystać z okazji, że mam głos i napisać: dziękuję za britpop i Damona Albarna!

Galeria