You better do me loco

You better do me loco

Kategoria: Muzyka

Autor: tekst: Lucyna Eich; zdjęcia: Jakub Marciniak

Data publikacji: 2014-11-19

A a

To artysta, który zdecydowanie nie korzysta z półśrodków, to co powie ma być z założenia dziwne, niezrozumiałe, a najlepiej jeszcze lekko obsceniczne. Nie do końca wiadomo czy to miło publikę lekko zawstydzić, czy w rubaszny sposób rozbawić. Podczas koncertu padło ze sceny  dużo oszalałych anegdot i komentarzy. Dowiedzieliśmy się, że jak był mały to był ministrantem i całował się z dziewczyną w kościele za organami, miał Ciocię Krysię mieszkająca na emigracji i kolegę Macieja, z którym nie mógł się bawić bo był Polakiem. Emigracyjne anegdoty korespondujące z tekstami piosenek sprawiały, że nowych utworów słuchało się jeszcze przyjemniej.

Niestety oprócz folkowego dancingu zmieszanego z różnorodnymi, nieoczekiwanymi - elektro i funkowymi brzmieniami, jakie serwuje nam najnowsza płyta zespołu „Księga Emigrantów. Tom 1” – dużo było krzyku i nieco nazbyt mocnego grania. Miało być głośno i z mocą, wyszło wręcz ogłuszająco. Momentami głos Czesława ginął, pomiędzy opętaną grą jego zespołu. Taka ‘Mozilowa’ kakofonia też ma oczywiście swój urok, jednak podczas niedzielnego koncertu artyści zafundowali publice zbyt wiele takiego grania. Zdecydowanie bardziej zachwycały delikatne, akustyczne wykonania piosenek ze starszych albumów. Po wielkim hałasie, jaki momentami rozbrzmiewał na scenie, flet solo brzmiał naprawdę kojąco. Prócz kompozycji z najnowszego albumu, usłyszeliśmy m.in. nieśmiertelną  „Maszynkę do świerkania”, „Żabę tonącą w betonie” czy „Fischikelle”, którą artyści pożegnali poznańską publiczność.

Artyści starali się porwać publikę przez cały wieczór i choć wszyscy wyglądali na zadowolonych, to jednak tym najbardziej loco był sam Czesław. Prowokował ze sceny nieustannie, nie ograniczając się absolutnie. Tym sposobem jeden z gości, w mocnych słowach wykrzyczanych ze sceny przez artystę, został wyproszony z koncertu za nieustanne domaganie się od zespołu wykonania „Maszynki…” . Dowiedzieliśmy się również  od gwiazdy wieczoru, że to „nie Czesław jest dla publiczności, a publiczność dla Czesława”. To zdecydowanie tłumaczy dlaczego koncert opuszczałam z myślą, że wieczór miał potencjał na zdecydowanie bardziej udany.

Najnowszy album „Księga Emigrantów. Tom 1” zdecydowanie broni się w wersji koncertowej. Przemyślane, przewrotne teksty bawią i w ironiczny sposób komentują współczesną rzeczywistość. Opowieści Czesława dodatkowo ubarwiły materiał z płyty, jednak jego szaleństwo można niestety momentami odczytać jako przerost formy nad treścią. A szkoda - to psuje dobry koncert.

Galeria