„Ja śpiewam kiedy deszcz”

„Ja śpiewam kiedy deszcz”

Kategoria: Teatr

Autor: Magdalena Heruday-Kiełczewska

Data publikacji: 2013-12-03

A a

„Deszczowa Piosenka”, Teatr Roma w Warszawie, występują: Dariusz Kordek, Jan Bzdawka, Ewa Lachowicz, Malwina Kusior, Wojciech Paszkowski, Paweł Strymiński, Tomasz Pałasz i inni. Reżyseria: Wojciech Kępczyński

W ubiegłym roku minęła 60-ta rocznica nakręcenia musicalu „Deszczowa Piosenka”. Film stał legendą kina a tytułową piosenka, tańczona i śpiewana w deszczu przez Gene’a Kelly’ego , jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych filmowych piosenek. A jak „Roma” przeniosła film na deski teatru?

            Spektakl opowiada o początkach kina dźwiękowego. Para aktorów – Don Lockwood i Lina Lamond święci trumfy jako para kochanków w filmach niemych. Gdy jednak okazuje się, że tego rodzaju kino szybko odejdzie do lamusa, muszą zmierzyć się z nauką dykcji i „ujawnieniem” własnego głosu widzom. W tym czasie Lockwood poznaje piękną i młodą aktorkę Kathy Selden, której nie cierpi zazdrosna Lina. Zrobienie filmu dźwiękowego okazuje się trudnym zadaniem bowiem Lina nie chce współpracować i jest w dodatku obdarzona dość specyficznym głosem i specyficznym intelektem. Nad Lockwoodem jak i nad nową premierą wisi widmo klęski. Na pomoc przychodzi mu Kathy i zaufany przyjaciel Cosmo Brown.

            Twórcy scenicznej, polskiej wersji pozostali wierni scenariuszowi i kostiumom, jednak nie zrobili dosłownej kopii. I dobrze. Nie chodzi bowiem o to, by odtworzyć film na scenie ale by pokazać historię po swojemu, w nowy sposób.

            Większość ról jest znakomicie zatańczona i zaśpiewana. Jan Bzdawka jako Como Brown zachwyca nie tylko wokalnie ale i umiejętnościami tanecznymi. Dla Dariusza Kordka rola jest chyba zwieńczeniem aktorsko-musicalowej kariery. Ma on w sobie bowiem coś w Gene’a Kelly’ego. I choć obaj do wybitnych aktorów nigdy nie należeli, nie można im odmówić uroku. Taneczny popis stepowania daje Tomasz Pałasz jako nauczyciel dykcji w piosence „Mojżesz czy możesz”. Scena jest jedną z perełek spektaklu, choć została nieco zmieniona w stosunku do filmu, to jednak wychodzi twórcom zdecydowanie na plus.  

            Niestety aktorsko spektakl trochę rozczarowuje. Ewa Lachowicz jest sztywna i brakuje jej lekkości jaką powinna posiadać jej postać (Kathy Selden). Obsadzenie młodej aktorki - Malwiny Kusior – w roli Liny Lamont, chyba nie było dobrym posunięciem, nie ze względu na umiejętności wokalne ale pewne doświadczenie, które niesie ze sobą ta postać. Lina jest bowiem „starą wyjadaczką” filmową, czego dowiadujemy na początku i w trakcie przedstawienia. Jest osobą doświadczoną o dużej pozycji w wytwórni, a nie wschodzącą gwiazdeczką.

            Zasmucają nieco trywialne teksty. Nikt nie żądał od realizatorów „Romy” idealnego tłumaczenia tekstów. Wydaje się jednak, że w pogoni za wiernym odzwierciedleniem treści piosenek zgubiono gdzieniegdzie ich błyskotliwość i humor.

            Jest tam jednak parę perełek – „Ty ich baw”, „Mojżesz czy możesz” oraz „Broadway”. Twórcy puszczają również oko do widzów Romy. Cosmo Brown w pewnym momencie zmienia oryginalną kwestię, w której jest mowa o książce Karola Dickensa „Opowieść o dwóch miastach” a wspomina o „Nędznikach”, którzy zaledwie dwa lata temu zostali zdjęci z afisza.

Ciekawym elementem są kostiumy wyraźnie nawiązujące do lat dwudziestych ubiegłego wieku jednak posiadające wyraźny, współczesny rys. Scenografia zachwyca dynamiką jednak najciekawszym efektem jest oczywiście… deszcz. Don Lockwood tańczy na scenie rozchlapując wodę naokoło zupełnie jak w filmie. Tym razem jednak szklany ekran nie jest dla widzów barierą aby na własnej skórze doświadczyć jak bardzo leje się z teatralnego nieba. Przynajmniej dla pierwszych czterech rzędów oznaczonych jako strefa deszczowa (ubrania trochę ratują foliowe pelerynki).

Czym była „Deszczowa piosenka” u progu lat pięćdziesiątych? Wspomnieniem o czasach, gdy Hollywood się bawił ale w tą zabawę wdarło się zmartwienie – film dźwiękowy, z którym nie wszyscy sobie poradzili. „Deszczowa piosenka” była ukłonem w stronę ludzi, którzy stworzyli możliwości do realizowania filmów, z których mogła płynąć muzyka. Aktorzy mogli więc tańczyć i śpiewać. Nawet w deszczu. Czym jest dzisiaj? Kropelką w deszczu spektakli. Jedną z wielu, zapewne kolorową, taką która płynie długo po parasolu, rozrywką z jeśli nie najwyższej to na pewno bardzo wysokiej półki, ale tylko rozrywką.