Molier o naturze człowieka- czyli jak napisać sztukę ponadczasową

Molier o naturze człowieka- czyli jak napisać sztukę ponadczasową

Kategoria: Teatr

Autor: Magdalena Heruday-Kiełczewska

Data publikacji: 2014-09-14

A a

„Chory z urojenia”, Teatr 6 piętro, 7.09.2014 r. Sala Ziemi MTP, Występują: Andrzej Grabowski, Katarzyna Grabowska, Maria Pawłowska, Anna Korcz, Joanna Kurowska, Konrad Darocha, Kamil Dominiak, Henryk Talar, Andrzej Szopa, Bartłomiej Firlet, reżyseria zbiorowa.

„Chory z urojenia” był ostatnią sztuką, jaką Molier napisał i w której zagrał. Patrząc z fotela na widownię być może sam zastanawiał się nad tym jak bardzo ludzie są jednocześnie przewrażliwieni na swoim punkcie i samotni.

Argan (Andrzej Grabowski) jest hipochondrykiem, który obficie korzysta z porad różnego rodzaju lekarzy. Jest tak skupiony na swojej chorobie, że prawie nie opuszcza fotela, a jego jedyną odzieżą zdaje się być koszula nocna, szlafmyca i szlafrok. Jedyną osobą, którą obdarza uwagą (poza lekarzami) jest jego żona Belina (Anna Korcz). Jest oczywiście także służąca Antosia (Joanna Kurowska), która doskonale potrafi się droczyć z Arganem i dwie córki – starsza Aniela (Katarzyna Grabowska) i Ludwisia (Maria Pawłowska). Pierwszą pragnie wydać za mąż za lekarza, a drugą nakłania do donoszenia o tym co robi starsza. Sprawy komplikują się, gdy okazuje się, że Aniela pragnie wyjść za Kleanta (Kamil Dominiak), a nie wybranego dla niej (prawie) lekarza Tomasza Biegunkę (Bartłomiej Filet). Antosi udaje się jednak nakłonić Argana aby udał umarłego i przekonał się komu faktycznie na nim zależy…

Wynik eksperymentu zaskakuje „chorego”, który zdawał się nic nie widzieć poza swoim fotelem, lekarzami i chorobą, i oczywiście piękną, lecz przebiegłą żoną. Choroba ciała okazała się być chorobą duszy, której zamknięty na bliskich Argan zupełnie nie dostrzegał. Jakaż to choroba? Uniwersalność sztuki polega na tym, że możemy ją odczytywać ciągle na nowo i przykładać ją do własnych emocji i uczuć. Tym razem widzimy jak w zwierciadle, że chorobą taką jest samotność i poczucie braku sensu życia. Argan szukając zajęcia skupia się na sobie, próbując jednocześnie wypełnić jakoś swój dzień i zwrócić na siebie uwagę otoczenia. Tym samym nie widzi, że żonie zależy tylko na jego majątku, a córka jest mu oddana, jednak sama także pragnie być szczęśliwa. Choroba ta to w końcu brak porozumienia z otoczeniem, przywiązanie do własnej wizji życia, brak świeżego powietrza, jakie ma się chęć wpuścić do pokoju chorego.

Jakżeby jednak wszystko miało się skończyć, jeśli nie szczęśliwie i z podaniem odpowiedzi na pytanie o sens wstania z fotela?

Molier wyśmiewa jednak nie tylko nasze własne przewrażliwienie, ale także naukę (co doskonale widać w przezabawnej, brawurowej wręcz scenie wizyty Pana Biegunki – Henryk Talar – i jego syna Tomasza), jako bezmyślne powtarzanie informacji i zawód lekarzy, którzy dostosowują pacjentów do swojej wizji medycyny, wyciągając od nich przy tym spore pieniądze.

„Chory z urojenia” jest komedią prześmieszną, która bawi od początku do końca. Ogromna w tym zasługa aktorów, szczególnie Andrzeja Grabowskiego i Joanny Kurowskiej (wspaniale zagrana scena przebrania za lekarza). Grają oni lekko, momentami rubasznie, ale z wielkim komediowym wyczuciem. Anna Korcz pokazuje wszystkie odcienie kobiecości. Jest uwodzicielska, opiekuńcza, bezwzględna i czasem wręcz demoniczna, pokazując silny i uparty charakter, dążąc do swojego celu i idealnie pasuje do roli Beliny. Znakomite aktorstwo pokazali również aktorzy grający role epizodyczne – Henryk Talar i Bartłomiej Filet. Katarzyna Grabowska jako Aniela jest urocza, jedynie Kamil Dominiak jako Kleant zdaje się pozostawać nieco w cieniu, lecz z drugiej strony trudno powiedzieć, by była to postać obdarzona bardzo złożonym charakterem.

Kilka współczesnych zdań dodaje sztuce smaczku a świetnie wykonana na zakończenie sztuki pieśń w polsko-łacińskiej stylizacji jest świetnym finałem. Muzyka, która wkomponowana została w tło spektaklu jest przyjemnym elementem. Nieco rozczarowuje scenografia, która przecież nie musiałaby być dużo bardziej rozbudowana, jednak przy zachowaniu ówczesnej stylistyki stroju chciałoby się czegoś więcej niż krzesło. Być może jednak miało ono umiejscowić w centrum Argana ze swoją specyficzną „twierdzą”…

Kostiumy niech nas nie zwiodą. Jest to sztuka, która dzisiaj nie traci na aktualności, szczególnie w dobie coraz częstszych chorób duszy. A na te czasem najlepszym lekarstwem jest śmiech.

 

Galeria