My life in tears Rafała Dziemidoka - relacja

My life in tears Rafała Dziemidoka - relacja

Kategoria: Teatr

Autor: Ola Król - tekst, Jacek Zentkowski - zdjęcia

Data publikacji: 2013-10-23

A a

Jest wiele historii, a może jest tylko jedna. Ale inaczej opowiadana. Nie wszystkich chcemy słuchać. Dlaczego? Zdaniem Rafała Dziemidoka to od narratora - nie do końca od jego historii - zależy czy go wysłuchamy.  A opowieść? Ma być osobista (nie mylić  z histerycznym obnażaniem się, chodzi raczej o autentyczność). Ma płynąć z "ja", przesiąknięta indywidualnym doświadczeniem. My life in tears to (co najmniej) dwie historie. Albo jedna historia i dwa odmienne sposoby narracji. W każdym razie zaczyna się od skakania przez skakankę.

 Szary kombinezon skacze rytmicznie, jednostajnie, długo, powtarza się, potyka i kontynuuje "zadanie". Twarz nieruchoma. Jakie jest teraz to skakanie, które w dzieciństwie nie miało nic wspólnego z ograniczeniem i nudną jednostajnością? Ma bawić, a smuci.  Ciało się męczy, poci, idzie odpocząć i wytrzeć czerwonym ręcznikiem. Wtedy spogląda na nas, na publiczność. Czasem się uśmiechnie. Pije wodę.  I znów inaczej doświadcza przestrzeni i czasu, przechodzi kolejny etap. Działa w ciszy, przy muzyce ("Bach Bleach", Raphael Rogiński) w czasie odmierzanym sekundnikiem i w rytmie swojej wytrzymałości.

To pierwsza narracja. Zdaniem artysty (i narratora) - ta bardziej nachalna. Trwa dłużej niż druga, jakby nieskończona, choć właśnie doprowadzona do końca. Drugie ciało (Ewa Garniec) zaczyna mówić i milknie (to znaczy: gaśnie światło i kończy się spektakl). Pozostawia wrażenie, że historie z tego spektaklu są i będą opowiadane (może) zawsze. Powtarzane, choć zawsze inne, bo przetworzone przez odmienne doświadczenie. Zresztą ciało nie musi nawet  o p o w i a d a ć, by mówić. Zawsze mówi - przesiąknięte historiami. Nasze historie zapisuja się w ciele. Ciało jest zawsze TU I TERAZ. I - PO.

Słyszałam, że spektakli w Starym Browarze się nie rozumie i dlatego nie ogląda.  Ale nie trzeba ograniczać się do rozumienia. Teatr ruchu daje nam lub/i wymaga od nas więcej. Oglądając artystę na scenie można współodczuwać jego opowiadanie w swoim organizmie. Czytając też współodczuwamy, tak, ale tu inaczej.

Obserwacja opowiadającego ciała to jeden z wielu sposobów patrzenia na spektakl taneczny. Otwieranie pozostałych dostępnych kanałów i odczuwanie spektaklu w ciele to dopiero frajda. I doświadczenie nie do z r o z u m i e n i a.

I na koniec banał:  ciało nie musi być idealne, by móc mówić.

Mam nadzieję, że banał był dopiero na koniec. I że to banał.