"Żegnaj stare życie! Witaj nowe życie!" - "Wiśniowy sad" - relacja

Kategoria: Teatr

Autor: Artur Bądkowski

Data publikacji: 2013-12-15

A a

Wczoraj, 14 grudnia miała miejsce premiera „Wiśniowego sadu” Antoniego Czechowa w reżyserii Izabelli Cywińskiej w Teatrze Nowym w Poznaniu. Wydarzenie to miało kilka wymiarów, ale o tych za chwilę. Wychodzę z założenia, że najpierw należy pochylić się nad samą sztuką rosyjskiego klasyka. Podteksty są oczywiście ważne, ale i tak wpisują się one w intencje dramaturga. Ta jego ostatnia sztuka wystawiona w 1904 r., ze swoim uniwersalnym przekazem, stanowi dla współczesnych punkty odniesienia, które wskazują na jej aktualność.

Sztuka ta opowiada o przemianach społeczno-ekonomicznych w Rosji, których świadkiem był autor. Bankructwa tradycyjnych majątków szlacheckich były wówczas czymś powszednim. Przedstawiciele nieuprzywilejowanych warstw społecznych dochodzili do pieniędzy dzięki swoim umiejętnościom wykorzystując przemiany ekonomiczne. Bohaterów poznajemy, gdy Lubow Raniewska przyjeżdża wraz z córką Anią z Paryża do rodzinnej posiadłości zarządzanej przez jej brata Leonida Gajewa. Ważną częścią majątku jest tytułowy sad, który jest symbolem straty. Niegdyś chluba, teraz jest bezużytecznym reliktem przeszłości. Majątek jest zadłużony i jedynym sposobem na jego uratowanie staje się wyrąbanie sadu i przeznaczenie ziemi, którą zajmuje na działki pod budowę domów letniskowych. Sztuka może być oczywiście w najprostszy sposób odczytywana jako opis wspomnianych przemian, których świadkiem był dramatopisarz. „Wiśniowy sad” jest jednak  sztuką uniwersalną, mówiącą o nieustannych przemianach, o stracie. Bohaterowie powracają do swojego rodzinnego domu po to żeby się z nim pożegnać. Przemiany ekonomiczne, zamiana ról społecznych stają się faktem. Powrót staje się pretekstem do uświadomienia sobie straty. Scenografia podkreśla przemijalność. Ogród porośnięty jest cmentarnym bluszczem. Podobne wrażenie mają wywoływać rozrzucone w nim detale rzeźbiarskie, zniszczony nagrobek.

Sztuka wystawiona na zakończenie roku, w którym Teatr Nowy obchodził  90 lecie powstania i 40 lecie jego ponownego otwarcia, pasuje więc jak najbardziej. Trudno o lepszego reżysera tej sztuki niż Izabella Cywińska, która w 1973 r. reaktywowała Teatr Nowy, kierowała nim do 1989 r.  i teraz powróciła do Poznania ze sztuką Czechowa po 24 latach. Należy podkreślić, że nie uwspółcześniono sztuki, której uniwersalne przesłanie nie wymaga takich zabiegów. Aczkolwiek ułatwieniem dla widzów miało być skrócenie dramatu. Czy jednak dostosowywanie się do widza, który podobno ma problem ze skupieniem się na spektaklu dłuższym niż 1 godz. 40 min. nie uważam żeby było dobrym rozwiązaniem. Widz teatralny jest raczej wyrobiony i nie ma według mnie potrzeby takich „ułatwień”, a usuwanie autorskiego tekstu zawsze jest obarczone ryzykiem. Autor stworzył spójną całość i jako taka  powinna być traktowana.  

O sugestywnych dekoracjach była już mowa. Swoją wymowę miały też kostiumy, które zaprojektowała (także dekorację) Katarzyna Adamczyk. Reżyserem muzyki do spektaklu był Jerzy Satanowski. Oczywiście w ostateczny wyraz najważniejszy ma wkład gra aktorska. Najtrudniejsze zadanie mieli: Antonina Choroszy w roli Lubow Raniewskiej i Tadeusz Drzewiecki grający jej brata Leonida Gajewa. Oboje byli przekonywujący. Przejmująca była  rola Michała Grudzińskiego grającego starego lokaja Firsa. W pamięci widzów na pewno zapisał się też  Ildefons Stachowiak w roli Borysa Simeonowa – Piszczyka  oraz Anna Mierzwa w roli córki Raniewskiej – Ani.